Polskie Wiki Wolnościowe

"Gazeta An Arché" nr 59 - zamknięto 8 X 1999


Pokaż, co masz w komputerze

„Chcą chronić bezbronnych”. Pod takim tytułem w komputerowym dodatku do „Gazety Wyborczej” z 5 października br. ukazała się informacja o międzynarodowej konferencji zorganizowanej tydzień wcześniej w Wiedniu z inicjatywy ministra spraw zagranicznych Austrii Wolfganga Schuessela i sekretarz stanu USA Madeleine Albright, a poświęconej zwalczaniu pornografii dziecięcej. Jak można było się z tej informacji dowiedzieć, „organizatorzy zamierzali stworzyć umowę, dzięki której nie tylko produkcja i dystrybucja, ale również posiadanie pornografii dziecięcej będą karane”. Chodziło im przy tym nie tylko o zdjęcia czy filmy w ich tradycyjnej postaci, ale również, a może nawet przede wszystkim, o pliki komputerowe. Jeden z uczestników konferencji, Thomas Burrows z Departamentu Sprawiedliwości USA, stwierdził: „Musimy poważnie zająć się problemem posiadania w komputerze zdjęć pornograficznych”. Zaś p. Schuessel posunął się nawet do stwierdzenia, że „Internet jest dziś podstawowym narzędziem wykorzystywania seksualnego dzieci i musimy walczyć z tym wszystkimi sposobami”.

Innymi słowy, planuje się wprowadzenie ogólnoświatowego zakazu posiadania „pornografii dziecięcej” (wszystko jedno, jak zdefiniowanej) w prywatnych komputerach. Na razie umowa pozostała w sferze projektów prawdopodobnie ze względu na zbyt duże rozbieżności w prawodawstwie między poszczególnymi państwami („by to miało sens, trzeba ujednolicić prawo”, jak można było przeczytać w wymienionej informacji). Ale wymienione nazwiska świadczą, że pomysł ten popierany jest przez naprawdę grube ryby i można spodziewać się, że oczekiwanie na stosowną konwencję ONZ, a następnie jej ratyfikowanie przez państwa-sygnatariuszy (w tym zapewne przez Polskę) nie będzie zbyt długie.

Ktoś może spytać: a co w tym złego? Pornografia dziecięca jest przecież rzeczą wstrętną, przy jej produkcji dzieci są krzywdzone nie tylko psychicznie, ale często i fizycznie, a zakaz jej posiadania uderzy w jej producentów… Ja jednak słysząc o pomyśle ustanowienia takiego zakazu zaczynam się po prostu bać. Jedyną metodą jego egzekwowania będzie kontrolowanie zawartości wszelkich „podejrzanych” komputerów - co w praktyce oznacza policjantów wkraczających niespodziewanie do domu i przeglądających zawartość komputerowych dysków (lub, co jeszcze prawdopodobniejsze, zabierających te dyski i przeglądających je w policyjnych laboratoriach) - a „podejrzany” będzie komputer każdego, na kogo złożony zostanie choćby jeden donos (nie mówiąc już o szeregu donosów). Nie będzie innej metody sprawdzenia, czy donos ten jest prawdziwy, czy nie, jak tylko skontrolowanie zawartości komputera. A policjanci poważnie traktujący swe obowiązki „stróżów prawa” będą musieli na takie donosy - a przynajmniej na część z nich - reagować. Jeśli posiadanie „pornografii dziecięcej” na komputerowym dysku stanie się przestępstwem, to informacja „X. ma w komputerze tysiąc pornograficznych zdjęć z dziećmi” będzie tak samo doniesieniem o przestępstwie, jak informacja „X. bije żonę” i policja będzie miała teoretycznie taki sam obowiązek ją sprawdzić. Tyle, że informację o biciu żony sprawdzić jest na ogół (przy dobrej woli) dość prosto, natomiast sprawdzenie informacji o przechowywaniu w komputerze pornografii dziecięcej będzie wymagało szczegółowej „rewizji” jego zawartości.

Donos zaś może być złożony na każdego. Tak więc każdy, obojętnie, czy miał cokolwiek do czynienia z pornografią dziecięcą, czy też nie, będzie mógł spodziewać się policyjnej kontroli na okoliczność obecności tejże w swoim prywatnym komputerze. Siłą rzeczy policja uzyska pełen dostęp do całej zawartości tego komputera - a zważywszy rosnącą rolę komputerów w dzisiejszym świecie będzie prawdopodobne, iż wśród tej zawartości będą i poufne informacje zawodowe, i tajemnice rodzinne, i różnorakie adresy, i listy do kochanków, i mnóstwo innych prywatnych szczegółów, które właściciel komputera wolałby trzymać w ukryciu, a które czasami mogą posłużyć złym ludziom do szantażu. No i nie należy zapominać o pogłoskach, które się rozejdą - „u X. była wczoraj policja, sprawdzali mu komputer, szukali zdjęć porno z dziećmi, nic wprawdzie nie znaleźli, ale wszyscy wiemy, że pedofile potrafią się wywijać nie z takich sytuacji, to mafia…”.

A wszystko to przy założeniu, że policja będzie miała na uwadze jedynie przestrzeganie prawa. Mój paranoiczny umysł podsuwa mi niestety jednak znacznie gorsze scenariusze. Zakaz posiadania w komputerze „pornografii dziecięcej” może stać się wygodnym pretekstem do celowego kontrolowania zawartości komputerów wszelkich osób, o których policja, służby bezpieczeństwa lub ich mocodawcy chcieliby mieć jak najgrubsze teczki - liderów opozycji, niewygodnych działaczy społecznych, dziennikarzy, konkurentów w biznesie czy też po prostu tych, których prywatnie nie lubią. Donos można zawsze sfabrykować, a uzasadnienie „kontrolujemy, bo podejrzewamy przechowywanie w tym komputerze pornografii dziecięcej” będzie w świetle prawa w zupełności wystarczające. Przy okazji owe niewygodne osoby skompromituje się posądzeniem o pedofilię - nawet, jeśli po jednej kontroli ludzie nie uwierzą, że Y. jest pedofilem, to po kilku czy kilkunastu dojdą do wniosku, że coś w tym musi jednak być i że policja nie bez powodu ma go wciąż na oku…

A jeśli kogoś naprawdę nie będzie się lubiło, to cóż prostszego, niż wysłać mu anonimowego e-maila z załączonym zdjęciem przedstawiającym brutalny gwałt na dziecku (lub jeszcze lepiej - z samorozpakowującym się po kliknięciu nań myszką archiwum, które sprytnie porozmieszcza podobne zdjęcia na dysku delikwenta tak, że ten nawet się nie zorientuje). Wystarczy tylko zgrać to odpowiednio w czasie - o osiemnastej ściągam pocztę, o osiemnastej trzy policyjna brygada wpada mi do mieszkania i sprawdza, co też znajduje się w moim komputerze. „O, widzimy, że dostaje pan interesujące zdjęcia! Czy wie pan, że posiadanie takich zdjęć w komputerze jest zabronione?”. „Tak, ale…”. „Żadnych ale, tłumaczyć będzie się pan w sądzie, komputer jako dowód rzeczowy konfiskujemy, a pan jest zatrzymany”. Nawet jeśli zapadnie wyrok uniewinniający, prokuratura umorzy śledztwo, a komputer zostanie oddany (choć „przykro nam, ale procedura dokładnego sprawdzania zawartości pańskich dysków spowodowała nieodwracalną utratę danych”), to delikwent odpowiednio to sobie zapamięta i pomyśli, zanim po raz kolejny będzie chciał podskakiwać.

I nie ma co się łudzić, że ochronimy swoją prywatność szyfrując dane. Przeciwnie - zaszyfrowane dane to dodatkowa poszlaka („aha, szyfruje pan jakieś dane, czy przypadkiem nie są to zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci?”). A że szyfry obecnie są tak zaawansowane, że z ich złamaniem mają trudności nawet dysponujące najnowocześniejszą technologią i wielkimi funduszami agencje w rodzaju FBI czy CIA, to najprawdopodobniej zakaz posiadania „pornografii dziecięcej” pociągnie za sobą prędzej czy później zakaz szyfrowania danych lub nakaz udostępniania klucza do szyfru funkcjonariuszom policji - jak już jest we Francji i bodajże również w Rosji. A od tego już niedaleka droga do totalnej kontroli Wielkiego Brata nad przepływem informacji - elita skupiona w rządach i agencjach międzyrządowych będzie mogła poznać treść każdej elektronicznej wiadomości i transakcji, i wykorzystać to dla własnych celów. O, przepraszam - oczywiście po to, by „chronić bezbronnych”.

Jacek Sierpiński


Powyższy tekst ukazał się także w piśmie „Najwyższy Czas!” z 16 października 1999.

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal