Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 25 IV 2001 r.


Eutanazja - dyskusja

Po przyjęciu przez holenderskiego ustawodawcę prawa pozwalającego lekarzom na skracanie życia ludziom nieuleczalnie chorym powróciła wielokrotnie już dyskutowana sprawa eutanazji. Czy prawo do eutanazji jest wolnościowe, czy wprost przeciwnie?

Konserwatywna prawica, która kieruje się w swojej politycznej praktyce argumentacją religijną uważa eutanazję za grzech i dlatego sprzeciwia się temu prawu.

Czy jednak wolnościowiec rozpatruje prawo z punktu widzenia tego co jest grzechem a co nim nie jest? Oczywiście, że libertarianin nie może tak myśleć. Punktem odniesienia dla libertarian jest jednostka oraz jej wolność i tylko taki punkt widzenia libertarian interesuje.

Niezależnie od światopoglądu, jaki wyznaje konkretny libertarianin, musi on taki punkt widzenia zastosować w ocenie tego zjawiska.

Podstawowym problemem jest więc to, czy żadnemu człowiekowi nie dzieje się krzywda wbrew jego woli (masochiści i samobójcy mają przecież pełne prawo realizować się w taki sposób, na jaki mają ochotę). Każdy człowiek ma prawo popełnić samobójstwo i jeśli eutanazja jest właśnie takim dobrowolnym odebraniem sobie życia jest zgodna z wolnościowymi zasadami (aczkolwiek może być niezgodna ze światopoglądem konkretnego człowieka).

Każdy człowiek ma też prawo umówić się z drugim człowiekiem, żeby ten drugi człowiek odebrał mu życie. Nie wszyscy chcą żyć wiecznie i nie wszyscy wierzą w Boga, więc mogą sądzić, że po śmierci nic nie ma, nie obawiając się tym samym żadnej kary. A ci, co się obawiają mogą tym bardziej podjąć takie ryzyko.

Z tego, co piszę wynika, że ustawa parlamentu holenderskiego jest zgodna z libertarianizmem.

Czy jednak tak naprawdę jest? Otóż trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt sprawy. Zgodnie z ustawą prawo do przerwania życia ma lekarz. Czy już to nie jest czymś dziwnym? Na czym polega zawód lekarza? Czy nie na tym, żeby leczyć? Czy przerwanie życia jest lekarstwem? Czy jest leczeniem? Jeśli tak, to Ministerstwo Zdrowia powinno podjąć akcje propagandową (w czym się lubuje), propagującym popełnianie samobójstwa (spokojnie, i do tego dojdzie…). Osobom nerwowo i psychicznie chorym powinno proponować się cyjanek lub inna truciznę. To znacznie obniży koszty państwowego systemu opieki zdrowia obywateli posłusznie płacących podatki.

Osobom w trudnej sytuacji materialnej, pozostającym bez pracy, o niskich dochodach lub w ciężkich depresjach powinno delikatnie proponować się w Urzędach Pracy (lub w innych wyspecjalizowanych do tego Urzędach Państwowych) samobójstwo.

Ileż to problemów zostałoby rozwiązanych! Jak wpłynęłoby to na obniżenie kosztów działania państwowych szpital!

No właśnie. Czy to aby nie o to chodzi? No bo przecież w „państwie dobrobytu” szpitale są państwowe a lekarze w nich pracujący to w praktyce państwowi urzędnicy. Czy naprawdę chodzi tutaj o wolność jednostki? Czy naprawdę ustawodawcy holenderskiemu chodziło o zwiększenie wolności?

Otóż szanowni libertarianie i inni wolnościowcy, którzy cieszycie się z ustanowienia prawa do eutanazji. Tu nie chodzi o naszą wolność (moją i Twoją, szanowny wolnościowcu), tutaj chodzi o to, żeby obniżyć koszty funkcjonowania „państwa dobrobytu”. W końcu skoro państwo jak sama nazwa wskazuje jest „państwem dobrobytu”, to przecież aż wstyd, że nie wszyscy ludzie mają ten dobrobyt. A więc… tych, którzy nie mają dobrobytu, należy pozbawić życia…

Spokojnie. Na wszystkich przyjdzie pora. Najpierw państwo zaczyna od zabijania dzieci nienarodzonych, starców i nieuleczalnie chorych a już niedługo zostanie wprowadzane prawo do eliminowania przez właściwy urząd ludzi o poglądach „niedemokratycznych” i „działających na szkodę Unii Europejskiej”, w której niechybnie wkrótce wylądujemy.

Oczywiście kara śmierci jako „niehumanitarna” nie będzie obowiązywała. Prawo do zabijania będą mieli tylko lekarze i wyspecjalizowani urzędnicy państwowi do spraw ścigania przestępstw przeciwko dobru Unii Europejskiej.

Czy zatem faktycznie chodzi w ustawie holenderskiej o wolność? Czy gdyby chodziło naprawdę o wolność, czy wtedy Sejm holenderski zaczynałby od zalegalizowania eutanazji, aborcji i handlu narkotykami? Przecież obniżenie podatków, prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw, deregulacja gospodarki jest znacznie prostszym sposobem na zwiększenie wolności jednostki. Co więcej, nie tylko prostszym ale jedynym, który faktycznie zwiększa wolność WSZYSTKIM. A nie tylko narkomanom, kobietom w ciąży i osobom nieuleczalnie chorym (zwłaszcza, że ci ostatni, jeśli faktycznie chcieliby odebrać sobie życie, to zawsze znajdą sposób, nikt nikogo nie ma prawa zmuszać do leżenia w szpitalu). Tak więc ustawa holenderska (pomijając sam problem eutanazji) jest kolejnym etapem przejmowania kontroli przez rząd nad podatnikami. Eutanazja będzie przecież dokonywana na koszt podatnika, jakżeby mogłoby być inaczej… Nie dajmy więc się ogłupić! Ustawa holenderska to w praktyce kolejny krok zwiększający kontrolę rządu nad jednostką.

Andrzej Korasiewicz


Komentując przyjętą niedawno przez holenderski parlament ustawę zezwalającą w pewnych przypadkach na eutanazję nieuleczalnie chorych osób za ich zgodą i na ich własne życzenie, Andrzej Korasiewicz stwierdził, że choć taka eutanazja sama w sobie nie narusza niczyjej wolności i każdy powinien mieć do niej prawo, to w tym konkretnym przypadku jest to „w praktyce kolejny krok zwiększający kontrolę rządu nad jednostką”. Według mnie twierdzenie to jest nieuprawnione, a będący jego logiczną konsekwencją wniosek, że ingerencja rządu w wolność jednostki byłaby mniejsza, gdyby taka eutanazja pozostała w Holandii nadal nielegalna w oczywisty sposób kłóci się ze zdrowym rozsądkiem.

Owszem, jest możliwe, że - tak, jak napisał Andrzej Korasiewicz - autorom wymienionej ustawy nie chodziło wcale o wolność jednostki, a jedynie o zmniejszenie kosztów funkcjonowania „państwa dobrobytu” (np. utrzymywania przy życiu wielu nieuleczalnie chorych w państwowych szpitalach). Ale co to ma do rzeczy? Czy jeśli jakiś rząd zdecydowałby się na np. obniżenie podatków lub zniesienie części ograniczeń krępujących gospodarkę nie dlatego, że zależy mu na wolności jednostki, ale dlatego, że uzna to po prostu za opłacalne (moim zdaniem to właśnie jest najczęstsza przyczyna, dla której rządy liberalizują swoje przepisy gospodarcze, jeśli już to robią), to z tego powodu obniżka podatków czy zniesienie koncesji stają się nagle „krokami zwiększającymi kontrolę rządu nad jednostką”?. Z pewnością nie. Podobnie i tu prawo do eutanazji na życzenie nie staje się krokiem ku większej kontroli rządu nad jednostką tylko dlatego, że ustawodawcy mieli - być może - egoistyczne intencje.

Kolejnym argumentem Andrzeja wydaje się być to, że holenderska ustawa stanowi precedens, który umożliwi rządowi legalne zabijanie ludzi (w domyśle: bez ich zgody) z różnych niewygodnych grup, począwszy od starców i nieuleczalnie chorych, a skończywszy na np. ludziach o poglądach „niedemokratycznych” i przeciwnikach Unii Europejskiej. Właściwie z tego, co on pisze wygląda tak, jakby już wspomniana ustawa dawała państwowym funkcjonariuszom prawo do zabijania niektórych osób wedle uznania („najpierw państwo zaczyna od zabijania (…) starców i nieuleczalnie chorych….”). Na tyle, na ile mi wiadomo jest to jednak po prostu nieprawda: holenderska ustawa (którą czytałem w angielskim tłumaczeniu) zezwala jedynie (w sensie gwarancji niekaralności) na eutanazję na wyraźne życzenie chorego. Nie daje państwowym funkcjonariuszom prawa do zabijania nikogo bez jego zgody i nie stwarza pod tym względem precedensu. Można wprawdzie powiedzieć, że samo dopuszczenie zabicia innej osoby, nawet za jej zgodą, taki precedens stanowi - jednak nie ma w tym więcej sensu niż stwierdzenie, że prawo do brania od kogoś prezentów stanowi precedens zezwalający na kradzież. Już kara śmierci dla morderców - stosowana wszak bez pytania skazanego o zgodę - stanowi tu pod tym względem większy precedens.

Następny argument Andrzeja Korasiewicza jest taki, że holenderska ustawa przyznaje prawo do dokonywania eutanazji lekarzom, ci zaś - jak można wywnioskować z jego tekstu - powinni leczyć, a nie zabijać. No cóż, niewątpliwie wielu ludzi - w tym wielu lekarzy - uważa, że zadaniem lekarza jest nieść życie, a nie śmierć, nawet w przypadkach, jeśli ktoś jest nieuleczalnie chory i nie potrafi już wytrzymać cierpienia. Ale są też tacy - również lekarze - którzy uważają, że podanie takiemu choremu trucizny na jego życzenie jest czynem miłosiernym. Można nie zgadzać się z tymi ostatnimi, jednak dopóki ci pierwsi nie są zmuszeni do dokonywania eutanazji (np. poprzez groźbę odebrania prawa do wykonywania zawodu), nie można tu mówić o żadnym zwiększeniu kontroli rządu nad jednostką. Odwrotnie - można mówić o kontroli rządu nad jednostką i ograniczeniu jej wolności, jeśli nie pozwala się na dokonywanie eutanazji na życzenie chorego tym lekarzom, którzy nie mają tu etycznych obiekcji czy uważają to nawet za swoją powinność (jak to jest póki co poza Holandią), a także osobom nie będącym certyfikowanymi lekarzami (jak to jest nadal także i w Holandii). O ile coś więc holenderskiej ustawie zarzucać, to najwyżej to, że nie zlikwidowała tu kontroli rządu nad jednostką w zakresie dokonywania eutanazji na życzenie całkowicie, a nie, że tę kontrolę zwiększyła.

Ostatni argument to fakt, że eutanazja będzie finansowana z pieniędzy podatników. Niewątpliwie zmuszanie do jej finansowania osób, które sobie tego nie życzą jest ograniczeniem ich wolności i formą kontroli rządu nad nimi. Ale ta kontrola została ustanowiona już wcześniej, zanim uchwalono ustawę, o której tu mowa: poprzez przepisy podatkowe. Podatki trzeba płacić pod przymusem tak czy inaczej i nie ma znaczenia, na co rząd wydaje uzyskane w ten sposób pieniądze. Skala podatkowej grabieży nie ulega zwiększeniu poprzez sam fakt, że opłacani przez państwo lekarze zaczną dokonywać legalnych eutanazji, a opłacani przez państwo biurokraci - tzw. Regionalne Komitety Nadzoru nad Przerywaniem Życia Na Prośbę i Pomocą Przy Samobójstwie - zaczną je nadzorować. Sama ustawa zezwalająca na eutanazję nie przewiduje wprowadzenia na ten cel żadnych dodatkowych podatków. Można wprawdzie mówić, że grozi podwyżka podatków w wyniku zwiększonych wydatków budżetu państwa (np. stołki wspomnianych biurokratów), ale nawet jeśli te wydatki wzrosłyby (co jest moim zdaniem mało prawdopodobne, zważywszy, że rozważana tu była hipoteza uchwalenia wspomnianej ustawy z przyczyn właśnie finansowych), to nie można mówić, że ewentualna podwyżka podatków (gdyby taka rzeczywiście w przyszłości nastąpiła) byłaby tego nieuchronną konsekwencją. Decyzja o podwyżce podatków nie jest jedyną możliwą decyzją w obliczu dodatkowych wydatków (można wszak spróbować uzyskać dodatkowe pieniądze dobrowolnie lub obciąć inne wydatki), a skądinąd wiadomo, że podatki bywają podnoszone również wówczas, gdy wydatki rządu spadają.

Podsumowując, holenderska ustawa legalizująca eutanazję na życzenie nieuleczalnie chorych stanowi, niezależnie od możliwych intencji przyświecających jej autorom, krok w kierunku nie zwiększenia, ale właśnie zmniejszenia kontroli rządu nad pokojowymi działaniami jednostek. Nie oznacza to oczywiście, że rząd Holandii w pełni respektuje wolność jednostki we wszelkich sferach, ale to już inna kwestia.

Jacek Sierpiński


Nawiązując do ustawy uchwalonej w Holandii i tekstu Jacka Sierpińskiego, w którym komentuje moje stanowisko w tej sprawie chciałem jeszcze pokrótce uszczegółowić swoje tezy. Rzeczywiście - z punktu widzenia formalnego ustawa holenderska na pozór może wydawać się krokiem zwiększającym wolność jednostki. Warto jednak uświadomić sobie, że uchwalane przez parlamenty ustawy działają w konkretnych warunkach społecznych i politycznych. W tym przypadku mamy do czynienia z państwem, które kontroluje życie człowieka w coraz większym stopniu(albo co najmniej w takim samym stopniu co zawsze). Chciałbym. żeby wolnościowcy, którzy uważają „eutanazję” za przejaw wolności jednostki zadali sobie pytanie: czy w tej chwili człowiek nie ma prawa popełnić samobójstwa? A jeśli tak, to dlaczego nie ma?

Samobójstwo rzeczywiście nie jest akceptowalną społecznie formą kończenia życia, z tego, co mi jednak wiadomo, to nieudane próby samobójstwa w większości krajów nie są karalne. Nikt nie ma też prawa zmuszać ludzi nieuleczalnie chorych do życia. Dlaczego więc sami nie zatroszczą się o skrócenie sobie męki? Czy samowolne i dobrowolne zażycie cyjanku jest czymś skomplikowanym? Czy istnieje przymus przebywania przez ludzi nieuleczalnie chorych w szpitalach (gdzie dotychczas ci sadystycznie nastawieni lekarze podłączali nieuleczalnie chorych do aparatury medycznej i znęcali się nad nimi próbując ratować im życie)? Otóż nic mi o tym nie wiadomo. Każdy kto chce może zażyć cyjanek. Nikt nie ma prawa zawozić nieuleczalnie chorego do szpitala w celu podtrzymania jego życia bez jego woli i zgody (a może jest takie prawo? Może w takim razie tu tkwi problem?). Skoro nic nie stoi na przeszkodzie, aby samemu odebrać sobie życie albo czekać w domu na naturalną śmierć, to po co wprowadzać pojęcie „eutanazji”? Dodam, że nie zamierzam zajmować się etymologią tego słowa. Chodzi mi o konsekwencje dla wolności jednostki i dla łamania praw człowieka przez rząd po wprowadzeniu tego pojęcia przez ustawodawcę.

Otóż eutanazja to nic innego jak egzekucja dokonana przez lekarza opłacanego z pieniędzy podatnika na chorym. Według ustawy egzekucja ta możliwa jest jedynie za zgodą chorego.

Czy jednak nieuleczalnie chory podłączony do aparatury medycznej ma możliwość zadecydowania czy FAKTYCZNIE w danej chwili chce umrzeć? Czy zgoda wyrażona 2 miesiące wcześniej jest ważna? Skoro chciał umrzeć, to po co pozwolił się podłączyć do szpitalnej aparatury podtrzymującej życie? Może w chwili dokonania egzekucji chory zmienił zdanie? Może chce żyć (chce być dalej podtrzymywany do życia)? Czy ktoś zapyta się go o zdanie? A może lekarze potrzebują właśnie nerki chorego, która jest akurat w bardzo dobrym stanie i nadaje się do przeszczepu? Akurat za ścianą leży inny pacjent, który czeka właśnie na przeszczep… Znane są przypadki osób, które zapadły w śpiączkę i budziły się z niej po kilku latach. Zawsze jest możliwa pomyłka lekarza (pomyłki lekarzy są częstsze, niż pomyłki sędziów skazujących morderców na karę śmierci).No więc? Czy w takim razie lekarz (czy jeszcze gorzej, konsylium lekarskie) ma prawo decydować za człowieka kiedy odłączyć go od aparatury podtrzymującej życie (po co się godził na podłączenie???)?

De facto to nie człowiek będzie decydował o tym kiedy umrze. Zgodnie z ustawą holenderską to lekarze będą decydowali o tym kiedy przeprowadzić egzekucję na chorym. Przecież nieuleczalnie chory, z którym nie ma kontaktu nie może powiedzieć lekarzowi, że w tej chwili chce umrzeć. O tym będzie decydował ktoś inny. O życiu człowieka nie będzie decydował on sam. Taki jest prawdziwy sens ustawy uchwalonej przez parlament holenderski. Tak samo jak ustawa zezwalająca na zażywanie lekkich narkotyki rozdawanie narkomanom darmowych strzykawek za pieniądze podatników jest wypaczeniem idei wolnościowych, tak samo ustawa zezwalająca lekarzom opłacanym z kieszeni podatnika na decydowanie o tym kiedy przerwać życie pacjenta nie jest zgodna z moim pojęciem wolności.

Skoro pacjent przyszedł do szpitala, pozwolił podłączyć się do aparatury podtrzymującej życie to znaczy. że chce żyć i lekarz nie ma prawa go zabijać (no chyba, że to prawo wynikające z ustawy holenderskiej…). Lekarz zgodnie z nazwą jest kimś kto ma leczyć, a nie mordować. Jeśli osoba nieuleczalnie chora chce umrzeć, to może sama zatroszczyć się o to. Szpital nie jest najlepszym miejscem na przeprowadzanie egzekucji. Jeszcze raz chciałem tylko stwierdzić (chociaż pewnie nikogo ze zwolenników państwowego prawa do zabijania nieuleczalnie chorych przez lekarzy opłacanych z kieszeni podatnika nie przekonam), że parlamenty powinny zająć się prywatyzacją i obniżaniem podatków jeśli chcą zwiększać wolność jednostki, a nie zwiększaniem prawa lekarzy do zabijania swoich pacjentów. W chwili obecnej w większości krajów nie ma żadnych zakazów do odbierania sobie samemu życia. Więc niech nieuleczalnie chorzy korzystają z tej możliwości po wolnościowemu, a nie oddają się pod kontrolę opłacanym z rządowej kasy lekarzom.

Andrzej Korasiewicz


Kończąc (za zgodą Andrzeja Korasiewicza) tę dyskusję o eutanazji pozwolę sobie na parę uwag do tego, co napisał on powyżej. Po pierwsze, nie jest prawdą, że holenderska ustawa pozwala lekarzom na przerywanie życia jakichkolwiek osób, które nie wyraziły na to zgody - także tych, które takiej zgody nie są w stanie udzielić (np. nieprzytomnych). Owszem, lekarzowi wolno zgodnie z tą ustawą przerwać życie chorego znajdującego się dajmy na to w stanie śpiączki, ale tylko wówczas, gdy chory ten wcześniej wyraził na to jasną pisemną zgodę. W każdym innym przypadku jest to karalne. I nie można twierdzić tu, że stanowi to naruszenie wolności takiego chorego argumentując, że „nie wiadomo, czy faktycznie chce on w danej chwili umrzeć”. Wolność do decydowania o moim życiu i ciele oznacza, że mam prawo do udzielenia innej osobie (w tym w szczególności lekarzowi, także temu zatrudnionemu na państwowym etacie) warunkowego upoważnienia do zabicia mnie - np. w przypadku, jeśli będę nieuleczalnie chory, trwale stracę przytomność i uzna on, że mój stan jest już beznadziejny. Można twierdzić, że takie upoważnienie jest głupotą (bo zdarzają się cuda i ludzie czasami budzą się z kilkuletniej śpiączki), ale jeśli odmawia się mi prawa do udzielenia takiego upoważnienia, to jest to ograniczenie mojej wolności decydowania o swoim ciele i życiu, a nie ochrona tej wolności.

(Jeśli chodzi o motywy takiej decyzji, to wbrew temu, co zdaje się sądzić Andrzej jest całkiem zrozumiałe, że ktoś może chcieć być leczony (i z tego powodu zgodzić się na pobyt w szpitalu, leczenie czy podłączenie do aparatury podtrzymującej życie), a jednocześnie nie chcieć przedłużać sobie niepotrzebnej i czasem bolesnej agonii w przypadku, gdyby próby leczenia nie powiodły się (i z tego powodu zawczasu upoważnić lekarza do skrócenia jego życia w określonych warunkach, gdyby np. definitywnie stracił przytomność lub uległ trwałemu paraliżowi, a tamten uznał jego stan za beznadziejny). Jest również całkiem zrozumiałe, że ktoś może chcieć, by ktoś inny pomógł mu w odejściu z tego świata - popełnienie samobójstwa nie zawsze jest możliwe (np. jeśli ktoś jest nieprzytomny, sparaliżowany czy nie panuje nad swoim ciałem) i nie zawsze ma się odwagę to uczynić).

Po drugie, alternatywa „obniżanie podatków albo niekaralność eutanazji nieuleczalnie chorych na ich życzenie” to alternatywa fałszywa. Jedno nie wyklucza drugiego. Ograniczeniem wolności jednostki są zarówno podatki, jak i zakaz zabijania nieuleczalnie chorych ludzi na ich życzenie. Zniesienie lub ograniczenie zarówno jednego, jak i drugiego realnie zwiększa wolność konkretnych jednostek. Można mieć słuszne pretensje do rządu Holandii (i każdego innego) o to, że ciemięży ludzi podatkami, ale nie o to, że „zamiast” zmniejszyć ten ucisk zmniejszył swą opresywność w innej sferze (tj. zaprzestając karania pewnych przypadków eutanazji na życzenie). A w warunkach podatkowego ucisku i finansowania z podatków „służby zdrowia” realną alternatywą dla przymusowego opłacania przez podatników lekarzy dokonujących eutanazji jest przymusowe opłacanie przez tychże podatników utrzymywania przy życiu nieuleczalnie chorych, którzy sobie tego nie życzą. Tak jedno, jak i drugie jest naruszeniem wolności ludzi zmuszonych do bycia tymi podatnikami, i zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku konkretni ludzie mogą stwierdzić, że ich pieniądze przeznaczane są niezgodnie z ich sumieniem. To jest jednak argument przeciwko przymusowym podatkom czy opłacaniu z nich usług lekarskich, a nie za tym, by państwo nadal ścigało i karało przerywanie życia nieuleczalnie chorych na ich wyraźne życzenie.

Jacek Sierpiński

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal