Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 30 VII 2001 r.


Konkurencji nie zdzierżymy, koncesyją wykosimy

Pani Anna Grabowska napisała dla Rzeczpospolitej artykuł opisujący problemy związane z nowo uchwaloną ustawą o transporcie drogowym. Z artykułu wynika, że spowoduje ona więcej szkody niż pożytku. Szczególnie niedobre jest wprowadzenie licencji na m. in. usługi taksówkarskie. Nie chcę się jednak rozpisywać nad samą ustawą, ale nad pewnym sposobem myślenia. Otóż pan Stanisław Majchrzak, który jest (co być może jest istotne) prezesem Naczelnej Rady Zrzeszeń Transportu Prywatnego wypowiada następujące słowa:

„Sam pomysł wprowadzenia licencji jest dobry. Przewoźników bowiem jest już tak wielu, że należy ograniczyć dostęp do tego rodzaju działalności. Ci, którzy będą pracować bez licencji, powinni być ukarani, dobrze więc, że w ustawie to przewidziano”.

Możliwości są z grubsza dwie. Pierwsza to taka, że pan Majchrzak żyje w niewłaściwych czasach, a przynajmniej w niewłaściwym miejscu. Panu Majchrzakowi być może marzy się system, w którym „bardzo mądrzy urzędnicy” ustalają co, gdzie i w jakiej ilości ma być produkowane, a wszelkie odstępstwa od tego są karane. Taki system już raz się na terenie Polski nie sprawdzał i uporczywie nie sprawdza się cały czas, w kilku innych miejscach na świecie. Pan Majchrzak wydaje się nie zdawać sprawy z tego czym jest rynek i jak on działa.

Możliwa jest również druga ewentualność. Pan Majchrzak jest przecież prezesem NRZTP, a więc reprezentuje w pewien sposób już działających przewoźników. Zapewne, oczywiście, nie wszystkich. Panu Majchrzakowi marzy się wycięcie konkurencji w pień (co jest oczywiście objawem zdrowym), jednak chce się przy tym posunąć do zagrywek spoza tych dostępnych w systemie wolnorynkowym. Panu prezesowi na rękę jest, by nowi przewoźnicy mieli poważnie utrudniony start, a ci mniej zasobni w środki wymagane przez ustawę stracili możliwość wykonywania swojego zajęcia. W ustawie wymaga się m.in. zabezpieczenia 3 tys. euro na pierwszy samochód i 1000 euro na każdy następny. Zabezpieczenie jest warunkiem koniecznym uzyskania licencji. Sama licencja na szczęście nie może kosztować więcej niż 1 milion euro, co na pewno wszystkich ucieszy.

Można oczywiście ulitować się nad panem Majchrzakiem i stwierdzić, że jest on jedynie ofiarą systemu, który w ogóle umożliwia wprowadzanie jakichkolwiek licencji na działalność gospodarczą. Nie mam jednak zamiaru litować się nad tym panem i ze stanowczością potępiam jego postępowanie i sposób myślenia. O wiele bardziej stanowczo należy, rzecz jasna, potępić twórców tego prawniczego potworka, a więc sporą część parlamentarzystów.

Jak się okazuje, sposób myślenia pana Majchrzaka nie jest niczym niecodziennym. Nie dalej jak 28 lipca, w łódzkim dodatku Gazety Wyborczej ukazał się bardzo dziwny artykuł, zatytułowany „Niezdrowa konkurencja”. O co chodzi? O to, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W Łodzi, w ostatnich latach, powstała bardzo duża liczba aptek. Jest to zauważalne. Wiem o czterech, oddalonych o nie więcej niż 300 metrów od mojego domu. Apteki ze sobą, rzecz jasna, konkurują. Stosują do tego celu najrozmaitsze chwyty, odbijające się w sposób pozytywny na kieszeni klientów. Wprowadzane są karty rabatowe, karty stałego klienta, zniżki przy większych zakupach, urządzane są losowania prezentów, oferuje się bezpłatne dostawy leków do domu. No więc gdzie w tym wszystkim można dopatrzeć się jakiegoś problemu?

Problem zaczynają dostrzegać niektórzy aptekarze, a wraz z nimi pan Wojciech Giermaziak, prezes łódzkiej izby aptekarskiej. Którzy aptekarze dostrzegają tu problem? Jak można domyśleć się z artykułu ci, którzy są niekonkurencyjni, a więc ci, którzy nie dają sobie rady na rynku i w normalnych warunkach powinni zbankrutować. Pan Giermaziak ubolewa nad faktem, że każdy może sobie założyć aptekę i że przez to jest ich zbyt dużo.

Panie Giermaziak! Proszę pozwolić tym gorszym aptekom grzecznie zbankrutować! Wtedy będzie ich mniej. Panu Giermaziakowi marzą się jednak inne metody. Jakie, o tym dalej. Można się jednak domyśleć jakie. Wszak pan Giermaziak próbuje prawdopodobnie „chronić” swoich, czyli niektórych już pracujących aptekarzy, przed konkurencją. Jak to można robić metodami pozarynkowymi, dowiedzieliśmy się już od pana Majchrzaka.

Pan Giermaziak próbował najpierw wykorzystać istniejące metody prawne, w celu wytrzebienia „zbędnych” i zbyt konkurencyjnych aptekarzy z rynku. „Walka o klienta jest normalnym zachowaniem. Tylko nie wszystkie sposoby, po które się sięga, są dopuszczalne” mówi pan Giermaziak. Niestety, nie dowiadujemy się, jakie środki są tymi niedopuszczalnymi. Dowiadujemy się natomiast, jakie środki wydają się panu prezesowi niedopuszczalne. Po pierwsze - karty rabatowe. Jak jednak sam pan prezes stwierdza, urząd antymonopolowy nie zabronił ich używania. Pan Giermaziak obiecuje więc następną ofensywę. „Niektóre apteki, żeby utrzymywać klientów, rezygnują z marży. Hurtownie sprzedają leki z niższym narzutem. - To jest możliwe dzięki luce prawnej, która pozwala, aby jedno przedsiębiorstwo było właścicielem hurtowni i detalistą. Mamy zamiar zgłosić tę sprawę do urzędu antymonopolowego i prokuratury”.

Zbyt długi czas życia za systemu, dążącego do socjalizmu, poprzewracał chyba temu panu w głowie. Mimo wysiłku nie potrafię dostrzec, gdzie jest problem w tym, że klient dostanie towar taniej, a na rynku zostaną tylko ci, którzy będą w stanie towar ten, w odpowiedniej cenie, dostarczyć do klienta. Nie wiem jak pan prezes definiuje lukę prawną, ale najwyraźniej jako „brak zapisu, sprzyjającego interesom pana prezesa”.

Najlepsze na koniec:

Pan Giermaziak, odpowiadając na pytanie, jak rozwiązać problem (!), polegający na tym, że każdy może sobie założyć aptekę i dokładać do niej pieniądze, jeśli tak chce, odpowiada:

„Trzeba wprowadzić koncesje na prowadzenie aptek”.

Tak właśnie wygląda „wolny rynek” w polskim wydaniu. Pozostaje mi stanowczo potępić taki sposób myślenia i na dzisiaj zakończyć.

Krzysztof Stachlewski

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal