Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 3 I 2001 r.


Kto obroni nas przed policją?

Mimo uchwalenia nowej konstytucji i zmian w kodeksie karnym po uzyskaniu niepodległości, państwo nadal w ten sam sposób gnębi swoich obywateli. Temida pełna jest przepisów, które w jawny sposób działają na szkodę tych, których powinny chronić. Sztandarowymi wrogami wolności jednostki są, mające stalinowski rodowód izby wytrzeźwień, oraz kolegia ds. wykroczeń. Bliskie spotkanie z którąś z tych instytucji, automatycznie urąga godności człowiek, któremu odmawia się, fundamentalnego dla zasad sprawiedliwości, prawa do uczciwego osądzenia popełnionego czynu i możliwości rzetelnej obrony.

Wirtualna cenzura

W Sądzie Rejonowym na Podhalu toczył się swego czasu pierwszy proces o znieważenie policji w Internecie. Bohaterem sprawy są policjanci, którzy w nadgorliwy sposób dokonali kontroli drogowej studenta śląskiej uczelni. Według funkcjonariuszy policjantów samochód, w którym jechał student, nie zatrzymał się, mimo znaków dawanych przez funkcjonariusza, co natychmiast usankcjonowano odebraniem kierowcy prawa jazdy. Student jest jednak innego zdania. Zeznał, że nie zatrzymał się, ponieważ był przekonany, że patrol chce skontrolować inny samochód. Ponadto twierdzi, że policjanci byli pijani, grozili mu i dotkliwie go pobili.

Wyczerpawszy wszelkie możliwości obrony, pokrzywdzony zainteresował incydentem prasę i założył stronę w Internecie, ze szczegółowym opisem zdarzenia. Przeglądający ten wirtualny dokument może zapoznać się z robionymi na gorąco zdjęciami, robionymi przez brata pokrzywdzonego. Widać na nich agresywnie nastawionych policjantów, których trzeźwości należałoby poddać w wątpliwość, oraz obrażenia odniesione przez studenta, co potwierdził później lekarz.

Sposób prowadzenia sprawy przez prokuraturę, która bierze w obronę „swoich” ludzi, jest krzywdzące dla „słabszej” strony konfliktu. Natomiast wytoczenie sprawy o publikacje w Internecie jest zamachem na wolność wyrażania swoich poglądów, pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, które to stanowią wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję.

Wykroczenia kolegium

Każdy kto choć raz spotkał się z kolegium ds. wykroczeń zna nie pisaną prawdę: z kolegium nie wygrasz. Urzędnicze gremium o niezbadanej reputacji, automatycznie szafujące orzeczeniami, ma niewiele wspólnego z rzetelnością wypowiadania się w powierzonych mu sprawach, a już z pewnością daleko mu do synonimu sprawiedliwości.

Kolegia ds. wykroczeń powstały w Polsce na wzór działających w ZSRR Sądów Ludowych. „Żółta książeczka” kodeksu wykroczeń jest tworem archaicznym, który stracił rację bytu w momencie transformacji ustrojowej. Istnienie powyższej instytucji jest sprzeczne z obowiązującą Konstytucją, której rozdział VIII stanowi, że polski wymiar sprawiedliwości leży w gestii niezawisłych sądów i trybunałów, będących fundamentem państwa prawa.

Przepisy kodeksu, są pełne socrealistycznego absurdu w swej najbardziej ironicznej formie. Przestępcą, kwalifikującym się pod orzecznictwo kolegium, jak za dawnych lat, może zostać każdy nieuważny obywatel. Przepisy surowo traktują „spekulantów”. Art. 132 wyjaśnia istotę wykroczenia: „Kto prowadząc przedsiębiorstwo handlu detalicznego lub będąc w nim zatrudniony, zbywa towar w celu odsprzedaży z zyskiem” podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub nałożenia grzywny. Drżyjcie sklepy! Tylko gdzie zatem robić zakupy, aby nie czuć się współwinnym? Z równą surowością traktowani są szalbiercy (jeżdżący na gapę), uprawiający bliżej niezdefiniowane szkodnictwo leśne (grzybiarze?) czy organizatorzy nielegalnych zgromadzeń (melomani?). W okresie PRL władze wykorzystywały kolegia do walki z opozycją, której można było postawić nawet najbardziej niedorzeczny zarzut.

Prof. Genowefa Rejmanowa z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego od lat jest zdecydowanym propagatorem likwidacji kolegiów i zastąpienia ich instytucją sądów grodzkich. - Kolegia są ściśle powiązane z państwową administracją, nic więc dziwnego, że niezbyt wnikliwie dociekają prawdy obiektywnej i nadmiernie sugerują się tym, co zezna policjant lub oświadczy urzędnik. Takie postępowanie prowadzi do naruszania podstawowych praw obywatelskich. - mówi w jednym z wywiadów prof. Rejman.

Sądy grodzkie mają tradycję przedwojenną i są trwałym elementem demokratycznego wymiaru sprawiedliwości w państwach Unii Europejskiej. Na czele sądów grodzkich stoi niezawisły sędzia, działający na tych samych zasadach co w sądach powszechnych czy administracyjnych. Struktura kwalifikowania wykroczenia jest kilkustopniowa. Przewinienia najniższej rangi karane są mandatami. W sprawach poważniejszych proces odbywa się z zachowaniem wszelkich zasad poszanowania prawa. Pozwany miałby możliwość rzetelnej obrony, ewentualnego odwołania się do sądu wyższej instancji (obecnie droga odwoławcza nie zapewnia należytej rewindykacji orzeczenia kolegium), a przede wszystkim mógłby liczyć na sprawiedliwy wyrok, wydany przez niezależnego sędziego zgodnie z literą prawa. Sądy grodzkie zwykle orzekają również w sprawach z powództwa cywilnego takich jak zniesławienie, kradzież, pobicie, rozpatrując wykroczenia zagrożone karą do dwóch lat pozbawienia wolności lub karą grzywny.

Tego typu rozwiązanie, nie znalazło do tej pory skutecznego oddźwięku wśród rodzimych legislatorów, mimo ewidentnej konieczności reformy najniższych instancji wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowo wszystko działa po staremu, czego doświadczył na własnej skórze student, który za wylewanie swoich żalów znalazł się w prawdziwej sieci.

Spadek Stalina

Ustawa przeciwalkoholowa z 1956r. usankcjonowała wcześniejsze próby stworzenia izb wytrzeźwień w Związku Radzieckim. O skierowaniu na wytrzeźwienie decydował felczer, najczęściej na podstawie donosu. Polska Rzeczpospolita Ludowa wkrótce doczekała się skopiowania tego pomysłu, który z powodzeniem działa do dziś. W demokratycznej Polsce działa 56 izb wytrzeźwień. W najsławniejszej z nich, mieszczącej się w Warszawie na ulicy Kolskiej pobyt kosztuje niemal tyle samo ile doba w luksusowym hotelu. W zamian każdy z 350 tys. nieopatrznych klientów tych przybytków moralności może w zamian liczyć na pryczę, zimny prysznic i kubek czarnej kawy. Mają szczęście ci, którzy nie zostają pobici, okradzeni lub, jak to ma coraz częściej miejsce, stają się ofiarą gwałtu.

Izby wytrzeźwień są przepełnione. Aby zechcieć „wytrzeźwieć” wszystkich mieszkańców Warszawy w sobotni wieczór, trzeba by pewnie zapełnić Pałac Kultury. Do „żłobka” trafiają często osoby przypadkowe, o czym przekonała się Pani Katarzyna Figura. Dobrze poinformowani wiedzą, że na Kolskiej gościły inne znane osoby życia publicznego. Dziś znana aktorka wszelkimi środkami walczy o likwidację izb wytrzeźwień, popierana między innymi przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Przeciwko niej toczy się osobna sprawa o pomówienie, tak samo jak w przypadku studenta. Abstrahując od indywidualnego stosunku do osób niepokornych należy z całą stanowczością stwierdzić, że istnienie tego typu instytucji w demokratycznym państwie jest niedopuszczalne.

Na „dołek” teoretycznie trafiają osoby, które „znajdują się w okolicznościach zagrażających zdrowiu lub życiu własnemu lub innych”. W praktyce bywa różnie. Tę, jeszcze bardziej subiektywną niż w przypadku skierowania sprawy do kolegium decyzję, wydają również wydają funkcjonariusze. W majestacie prawa, bez możliwości odwołania się, delikwent zostaje pod przymusem pozbawiony wolności osobistej i nietykalności cielesnej, co jest sprzeczne z art. 40 i 41 Konstytucji.

Izby wytrzeźwień zamiast resocjalizować, demoralizują. Alkoholicy, kloszardzi i włóczędzy pogrążają się w beznadziejności, ponieważ w miejsce rzeczywistej pomocy, zmusza się ich do płacenia rachunku, za ten wyjątkowy nocleg. Sytuacja prowadzi także do nadużyć ze strony policji i personelu „wytrzeźwiałek”. Nieludzkie traktowanie, połączone z okradaniem nietrzeźwych stają się nagminne i niezwykle trudne do udowodnienia. Ponadto życie podpowiada, że „na izbę” można być skierowanym pod byle pretekstem np. za sprzeczkę z nieuczciwym taksówkarzem czy za przejście przez ulicę na czerwonym świetle.

Po co nam konstytucja?

Istnienie instytucji przymusowej trzeźwości być może nie kłóci się z osiąganiem przez państwo kolosalnych zysków z produkcji i sprzedaży alkoholu, jest jednak niezgodne z wolnościami i prawami osobistymi, zawartymi w obowiązującej Konstytucji. Pomijając już niezaprzeczalne prawo każdego do dysponowania swoim ciałem. Tak samo jeśli nikt nie troszczy się, aby ktoś nie zrobił sobie krzywdy w wyniku przejedzenia, można nie życzyć sobie, aby urzędnik decydował ile bordeaux należy się komuś do kolacji.

Interwencja państwa w zakres swobód obywatelskich jest usprawiedliwiona tylko i wyłącznie w przypadku, kiedy korzystanie z wolności przez jednostkę szkodzi innym jednostkom. W III Rzeczpospolitej jak w PRL - ingerencja władzy w obywatelską samorządność przekracza jakiekolwiek granicę zdrowego rozsądku. Zamiast wołać o pomstę do nieba, omnipotencja państwa powinna w końcu zostać raz na zawsze ukrócona.

Tomasz Teluk [email protected]

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal