Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 8 VII 2001 r.


Kulturalni wrogowie wolności

Niedawno grupa reżyserów, wśród nich tak znane nazwiska jak Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi i Jerzy Kawalerowicz, wystąpiła z żądaniem ustanowienia regulacji prawnych zakazujących nadawania programów typu reality show (czyli takich jak „Big Brother”, „Dwa Światy” itp.), w szczególności zaś zakazania prywatnej telewizji Polsat emisji ich najnowszego programu tego rodzaju, „Amazonek”. Uzasadniając swoje żądania, reżyserzy stwierdzili, iż programy te są „coraz drastyczniejsze” i „wystawiają na sprzedaż coraz to intymniejsze sfery życia”.

Innymi słowy, laureat Oscara i jego koledzy po fachu domagają się ustanowienia specjalnej cenzury. Ich zdaniem telewidzowie nie mają prawa oglądać programów, które są zbyt drastyczne i pokazują „coraz to intymniejsze strony życia” nawet jeśli znajdzie się stacja telewizyjna, która chce im to pokazywać i osoby, które zgodzą się dobrowolnie w takich programach wystąpić, obnażając swoje „intymne strony”. Najwyraźniej powinni mieć prawo oglądać tylko to, co aprobują polscy reżyserzy. Oczywiście, gdyby urzędnicy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji lub parlament zakazały pokazywania w telewizji „Człowieka z żelaza”, antycenzorski protest p. Wajdy i jego kolegów słychać byłoby na całym świecie. Bo przecież jeśli ktoś Kalemu ukraść… przepraszam, cenzurować program to zły uczynek, ale jeśli Kali komuś cenzurować program, to dobry uczynek.

Te cenzorskie zapędy panów i pań reżyserów doczekały się w mediach słów krytyki, ale i słów poparcia. Popierający powoływali się głównie na prawo uczestników reality shows do intymności, które jakoby jest naruszane. Jakoś nikt z nich nie uznał za istotną okoliczności, że osoby uczestniczące w tego typu programach zrzekają się tego prawa z własnej woli. Widać wielu „intelektualistów” ma problemy ze zrozumieniem, czym różni się prawo od obowiązku. „Prawo do czegoś” to dla nich nie wolność wyboru tego czegoś - to przymus wyboru tego czegoś.

Nie jest to pierwszy przejaw aroganckiego lekceważenia przez tzw. „ludzi kultury” wolności wyboru innych ludzi (w szczególności zwolenników tzw. „kultury masowej”). Od dłuższego czasu trwa kampania twórców i konsumentów tzw. „kultury wysokiej” przypominająca „masom”, że mają one psi obowiązek płacić na to, by ci pierwsi mogli tworzyć i docierać ze swą twórczością do wszystkich, którzy chcą się nią delektować. Środkiem to umożliwiającym ma być opłacana z przymusowego „abonamentu” (czyli de facto specjalnego podatku od posiadania telewizora i radia) telewizja publiczna. Uważają tak nawet ci, którzy niespecjalnie chętni są zakazywaniu tych czy innych produktów „kultury masowej” i raczej nie lubią cenzury. Jak stwierdziła bez ogródek w „Gazecie Wyborczej” p. Teresa Bogucka: telewizja publiczna „jest utrzymywana z podatku, ale to nie znaczy, że ma zaspokajać gusty abonentów”. O nie! Ma zaspokajać gusty kulturalnej elity - tych, którzy chcą oglądać „rzeczy wartościowe”. Amator oper mydlanych, reality shows czy komiksów z Cartoon Networks może sobie je oglądać, ale pod warunkiem, że dopłaca do intelektualnej uczty p. Boguckiej czy innemu amatorowi „rzeczy wartościowych”, a pp. Zanussiemu, Wajdzie i innym twórcom „kultury wysokiej” finansuje ich dzieła. A przy okazji wmawia mu się, że ten przymus „zwiększa jego wpływ na to, co ogląda” (jak przy okazji akcji przypominającej o obowiązku płacenia abonamentu wyraziła się pewna znana piosenkarka starszego pokolenia) - zapewne dlatego, że daje mu możliwość obejrzenia tego, czego on i tak nie chce oglądać…

Kiedy w końcu doczekamy się tu buntu mas?

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal