Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 10 VIII 2001 r.


Naprzód, Brytanio!

(w legalizacji narkotyków)

Wojna z narkotykami ma się wyraźnie ku końcowi, a w każdym razie - ku początkowi tegoż końca. Jej kompromitacja, następująca wskutek jej kompletnej nieudolności i płonności oraz ukazania zła, które czyni ona jednostkom i społeczeństwom (pisałem o tym w innych esejach 1)), zadają jej ciosy, po których - na co można mieć nadzieję - się nie podniesie, a ci, którzy ją prowadzą, będą musieli ogłosić jej koniec.

Początek końca głupoty

Wyraźnie widać to choćby po tym, iż nic, poza narastającą wojskową i policyjną przemocą, nie jest w stanie tejże szalonej wojny podtrzymać. Możnaby rzec: ten ogień trzeba podsycać, aby się dalej palił. To dlatego niektóre państwa, wśród których znajdują się między innymi Stany Zjednoczone, szykują prawdziwą, krwawą antynarkotykową wojnę w Ameryce Łacińskiej (m. in. w Kolumbii) - pochłonie ona jeszcze więcej ofiar, które będziemy mogli nazwać „ofiarami antynarkotykowego pożaru głupoty machin państwowych”.

W tym samym czasie jednak, zachęcane radami środowisk wolnościowych i zbliżonych do wolnościowych, władze innych państw zdają się schodzić z tej obłędnej, pełnej przemocy ścieżki i podążać w kierunku rozsądku, czyli legalizacji narkotyków i zakończenia tego maniactwa.

Jak to mówi stare, angielskie przysłowie „każda droga zaczyna się od pierwszej mili”. Legalizacja narkotyków zaczęła się w małych krajach, takich jak Holandia i Belgia, gdzie narkotyki „miękkie” (haszysz, marihuana) są już obecnie legalne i sprzedawane 2) na normalnym rynku (w tzw. koffieshopach), oraz Szwajcaria, gdzie legalne jest posiadanie i obrot samymi konopiami indyjskimi. Za ich przykładem poszła Australia, legalizując marihuanę na potrzeby medyczne, i podobnie postąpiła również Kanada. W Europie zaś państwa takie jak Hiszpania i Portugalia dekryminalizują samo zażywanie narkotyków, zarówno tych „miękkich”, jak i „twardych”.

Brytyjska normalizacja, światowy przykład

Do grona tych rozsądnych państw ma szansę dołączyć również Wielka Brytania i, co ważniejsze, szansa ta jest całkiem realna - i to w niedługim czasie. Coraz więcej znanych i prominentnych osób w tym kraju wyraża swój sprzeciw wobec wojny z narkotykami, zauważając i publicznie wytykając jej obłęd i płonność. Wśród osób tych są m. in. prominentni członkowie partii Torysów (konserwatystów), poprzedni „car narkotykowy” (osoba, której zadaniem jest koordynowanie i prowadzenie „wojny z narkotykami”!) czy były ambasador Zjednoczonego Królestwa w Kolumbii. Swoje do powiedzenia mają również policjanci londyńscy, którzy mają dosyć ścigania osób zażywających narkotyki i po prostu przestali to robić.

Do coraz większej grupy wpływowych w Wielkiej Brytanii ludzi dociera, iż legalizacja narkotyków to jedyne rozsądne wyjście, jedyna rozsądna i możliwa metoda zejścia z obłędnej jak zwidy po LSD ścieżki „wojny z narkotykami”.

Gdy to wreszcie nastąpi, w Brytanii zapanuje spokój. Skończą się strzelaniny i inne porachunki gangów narkotykowych, oraz możliwość uzyskania przez nie władzy i usilne do niej dążenie, poprzez próby korumpowania urzędników i polityków. Minie trochę (raczej mniej niż więcej) czasu i narkotyki będą legalne i sprzedawane tak, jak obecnie papierosy i alkohol. Na ulice i place Londynu, Manchesteru, Liverpoolu i innych miast wrócą pewnie 3) znów palarnie opium 4) oraz pojawią się ganja shopy (w Holandii nazywane Coffee Shopami). „Pracujący” obecnie na ulicach miast brytyjskich dealerzy narkotykowi ustawią się w kolejkach po zasiłki dla bezrobotnych. Ponieważ skończy się przestępczy „monopol” na produkcję narkotyków i obrót nimi, więc ich ceny spadną wielo, wielokrotnie do śmiesznie niskiego poziomu, czyniąc działalność gangów narkotykowych nieopłacalną.

Częściowo wróci to, co już kiedyś w Brytanii było, częściowo wejdzie zaś coś nowego. W każdym razie, w Zjednoczonych Królestwie stanie się dokładnie to, co nastąpiło w USA po zniesieniu prohibicji alkoholowej - skończy się koszmar i powróci NORMALNOŚĆ.

A później, za przykładem Wielkiej Brytanii, pójdą władze innych państw - bo gdy państwo tak potężne jak Zjedoczone Królestwo podejmuje jakiś krok, to i te „mniejsze” państwa uznają, że to słuszna idea, i że trzeba już podnieść głowy i otworzyć oczy, i obudzić się, schodząc z obłędnej ścieżki wojny z narkotykami.

USA grozi, Brytania się boi

Niektórzy jednak Brytyjczycy - głównie zwolennicy tego posunięcia - jak od złego uroku odżegnują się od groźnego WIDMA: WIDMA tego, że trzeba będzie wypowiedzieć zawartą ze Stanami Zjednoczonymi konwencję, która temu ostatniemu państwu dała prawo decydowania o tym, KTO MOŻE, a KTO NIE MOŻE wytwarzać i sprzedawać środków odurzających. Ich strach podsycany jest właśnie przez to, o czym już pisałem - że Brytania to znane państwo, z tradycjami mocarstwowymi, za przykładem którego pójdą inne państwa, a później - cały świat. TO, co powinno być powodem do dumy, dla wielu Brytyjczyków jest powodem do obaw, lęków i strachów tak, jakby miało to być wstępem do jakiegoś koszmarnego kataklizmu, mającego z tego właśnie powodu rzekomo nawiedzić ich ojczyznę.

Drodzy Brytyjczycy! Czyż nie byłoby to czymś śmiesznym i żałosnym, gdyby Brytania - dawna potęga, która „rządziła” falami, niegdysiejsze imperium, nad którym nie zachodziło słońce - miała, jak wasal seniora, słuchać (i to w swej WEWNĘTRZNEJ 5) sprawie) państwa (a właściwie - grupy państw) które było kiedyś jego koloniami? Czyż nie kłóci się to z waszym umiłowaniem dawnej potęgi i pielęgnowaniem jej tradycji - Brytanii, która nikogo nie musi słuchać ani się obawiać; Brytanii, która nawet obecnie potrafi jak samotna twierdza skutecznie oprzeć się powszechnemu zidioceniu, takiemu jak wprowadzenie będącego monetarnym samobójstwem euro?

Czyż nawet przyjaźń z USA warta jest tego, aby rezygnować z będącego wewnętrzną sprawą słusznego wyboru wejścia na ścieżkę rozsądku i zejścia ze ścieżki obłędu? Czym grozić Brytanii miałoby amerykańskie „NIE” w tej sprawie? Czy USA wypowiedzą UK wojnę? Nie chce mi się w to wierzyć. Brytyjczycy powinni przypomnieć sobie, iż Brytania stanowi SUWERENNE państwo, które może mieć dobre stosunki z USA, kreując jednocześnie dowolnie swoje sprawy wewnętrzne i nie pozwalając USA na uzurpowanie sobie prawa do ich regulowania, do ustanawiania zakazów, nakazów i „jedynie słusznych” rozwiązań. Powinni zdać sobie sprawę z tego, iż UK NIE JEST pięćdziesiątym pierwszym stanem USA 6).

Wnioski i podsumowanie

I niech Stany Zjednoczone pozostaną osamotnione w swoim maniackim widzie, szaleńczym uporze, którym jest prohibicja narkotykowa - tak, jak kiedyś trwały w oparach prohibicji alkolohowej, z której śmiała się cała reszta cywilizowanego świata. Może będą w tym obłędzie mieć jakichś sprzymierzeńców w rodzaju Chin Ludowych lub Tajlandii, gdzie za handel narkotykami (a nawet ich posiadanie) grozi kara śmierci. Ale prawdopodobne jest, że nawet władze tamtych państw, odważone przykładem dzielnej, wspaniałej Wielkiej Brytanii, zniosą prohibicję narkotyków, choćby dlatego, że eksport opium może stać się wielkim przemysłem ChRL (i Tajlandii być może, też).

A my wszyscy będziemy mogli odetchnąć. Zmierzająca w kierunku totalitaryzmu „w imię walki z narkotykami” władza ulegnie gwałtownemu zmniejszeniu; nareszcie policja znów będzie zajmować się ściganiem złodziei, bandytów, gwałcicieli i morderców, gdyż ściganie „handlarzy narkotyków” nie będzie już jej zadaniem. Poczujemy się więc i bezpieczniej, i spokojniej. Bezpieczniejsze będzie nasze życie, nasza wolność, i nasza własność.

Nareszcie odetchną też mieszkańcy krajów Ameryki Środkowej, po władzach których można się spodziewać, iż pójdą za brytyjskim przykładem. W szczególności dotyczy to Kolumbii, w której „wojna z narkotykami” zamienia się w prawdziwą wojnę, z lewacką partyzantką zbijającą krocie na kokainie, dokonującą aktów przemocy i terroru i zmieniającą życie spokojnych ludzi w piekło. Nareszcie skończą się trwające tam ciągle i objawiające się ciągłymi strzelaninami i zamachami bombowymi porachunki karteli narkotykowych. Nareszcie Kolumbia będzie mogła powiedzieć „NIE” amerykańskim pomysłom nalotów opryskowych przeciw plantacjom koki, które, wprowadzone w życie, stałoby się katastrofą dla kolumbijskiej gospodarki, pozbawiając wielu chłopów jedynego źródła dochodu, jakim jest uprawianie koki, oraz niszcząc uprawy innych roślin - również jadalnych. Nareszcie ludzie tam mieszkający będą mogli zacząć NORMALNE życie.

Więc Naprzód, Brytanio! Naprzód, ku Wolności i Rozsądkowi!! Cały świat wypatruje Twojej odważnej decyzji, Cały Świat patrzy na Ciebie i czeka na Twój śmiały i wspaniały krok. Zdepcz antynarkotykową głupotę, przetrzyj szlak ku MĄDROŚCI i ROZSĄDKOWI i wskaż reszcie świata wiodącą tam drogę. Tak, jak kiedyś górowałaś na morzu, w dalekich podbojach, tak teraz góruj w decydujących o naszym człowieczeństwie rozsądku i odwadze. Pokaż, iż tyrania to rzecz, której Twoi miłujący wolność ludzie nie akceptują najbardziej. Tobie pragnę zadedykować ten oto fragment słynnej pieśni:

„Rule Britannia, Rule The Waves! Britons never will be slaves!”

W Imię Wolności!!!

Krzysztof „Critto” Sobolewski


© Copyright by Krzysztof „Critto” Sobolewski 8.VIII.2001

Przedruk, kopiowanie, rozpowszechnianie i dystrybucja dozwolone bez żadnych ograniczeń w dowolnym celu. Modyfikacje dozwolone pod warunkiem ich wyraźnego zaznaczenia w tekście i poinformowania o tym, kto modyfikował, lub napisanie, iż modyfikacja jest anonimowa. W żadnym wypadku podpis autora, tj. wyrazy: Krzysztof „Critto” Sobolewski nie mogą być usunięte ani zmienione.

Bibliografia: „Drug legalisation in Britain” „Legalisation: The Drug War's Best Weapon”, Japan Times, Thursday, July 26, 2001 Sean Gabb, Free Life, July 2001, 38 Editorial, „Drugs Are No Escape from Europe” (przysyłane pocztą elektroniczną)

1)
Oto te eseje: „O prohibicji narkotykowej” „O płonności najdłuższej wojny XX wieku, czyli o bezsensie „wojny z narkotykami”” „Minuta ciszy nad tymi, którzy niesłusznie zginęli w Peru” (o wojnie z narkotykami i jej szaleństwie)„ „Dlaczego jesteśmy przeciwni prohibicji narkotyków - podsumowanie”
2)
w Holandii - są rzeczywiście tak sprzedawane, koffie shopy znajdują się w każdym mieście, planuje się nawet sklepy w rodzaju „drive-in” (dla zmotoryzowanych); co do Belgii - nie wiem, czy już tak jest, czy dopiero ma być (władze Belgii rozważały legalizację i opodatkowanie marihuany i haszyszu); dość, że w tym drugim kraju uprawianie i posiadanie kanabisu na własny użytek jest dozwolone.
3)
wynika to z moich wyobrażeń o legalizacji narkotyków, NIE z czyichkolwiek wypowiedzi. Niektórzy znani Brytyjczycy mówili o „narkotykach na receptę” co nie oznacza ich legalizacji w celach „rozrywkowych”; aczkolwiek jest to pierwszy krok (pierwsza mila) od którego rozpoczyna się droga. Nawet, jeśli narkotyki będą w Brytanii traktowane jak lek (np. uśmierzający ból, jak w Kanadzie), to i tak świadczyć to będzie o normalizacji, która już nastąpiła w dwóch państwach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów - Australii i Kanadzie; późniejszym krokiem może być np. opodatkowanie środków odurzających i ich sprzedaż w sklepach z alkoholem i tytoniem.
4)
o palarniach opium można przeczytać m.in. w świetnej książce Arthura Conan Doyle'a, „Przygody Sherlocka Holmesa”. Obecny sposób zażywania heroiny, morfiny itd. to typowo „kliniczne” metody „ćpania”, nie mające nic wspólnego ze starochińskimi tradycjami, lecz będące pozostałościami po uśmierzaniu bólu rannym w czasie I wojny światowej, gdy morfina (wytwarzana z opium) stała się popularna.
5)
handel narkotykami i jego legalność JEST wewnętrzną sprawą danego państwa - tak długo, jak wytwarzanie, handel i transport odbywają się w jego granicach. Czy w UK da się hodować opium (mak) lub konopie indyjskie? A czemu nie? Skoro w Polsce się da (sądząc po ostatnich „sukcesach” policji, która odkryła „dorodne krzewy konopii indyjskich” w jednym z ogródków), to na pewno da się i w obdarzonej łagodniejszym klimacie Wielkiej Brytanii (hodowane są tam również rośliny śródziemnomorskie), nie mówiąc już o tym, iż mogą być one hodowane w szklarniach…
6)
stanów w USA jest pięćdziesiąt i ani jednego więcej. Washington DC NIE jest stanem. NIE jest nim również mające status terytorium stowarzyszonego Puerto Rico.
 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal