Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 16 VII 2001 r.


Otworzyć granice

Parę dni temu w Krynkach w województwie podlaskim zakończył się tzw. obóz antygraniczny organizowany przez uczestników kampanii „Żaden człowiek nie jest nielegalny”. Kampania ta ma na celu doprowadzenie do otwarcia granic dla imigrantów i zaprzestania ich deportacji - i muszę powiedzieć, że cel ten całkowicie popieram. Uważam, że każdy powinien mieć swobodę przebywania tam, gdzie chce - oczywiście pod warunkiem, że nie zajmuje własności kogoś innego bez jego zgody - i rząd zabraniający mu przebywania na terytorium swej działalności nie różni się pod tym względem niczym od gangu chuliganów zabraniającego wstępu na „swój” teren osobnikom o odmiennym kolorze skóry, wyznawcom odmiennej religii, kibicom konkurencyjnego klubu piłkarskiego, punkom czy hipisom. To samo dotyczy się swobody zawierania umów o pracę i wszelkich innych wzajemnie dobrowolnych porozumień z innymi ludźmi - rząd deportujący cudzoziemców za to, że pracowali przy zbiorze truskawek u polskiego rolnika niczym nie różni się od gangu chuliganów wyrzucającego kopniakami mieszkańca sąsiedniej wioski za to, że „ośmielił się dobierać” do dziewczyny mieszkającej na „ich” terenie. Terytorium, na którym działa rząd (w szczególności prywatne mieszkania, w których cudzoziemcy mieszkają i prywatne firmy, w których oni podejmują pracę) nie jest jego prywatną własnością i ci, którzy uważają, że ma on prawo nie wpuszczać niechcianych przez siebie osobników na „swój” teren (z przykrością muszę stwierdzić, że znajduje się wśród nich kilku cenionych przeze mnie skądinąd wolnościowców) popierają tym samym bandycką uzurpację prawa własności niczym nie różniącą się od roszczeń opisanego wyżej gangu.

Jest jednak w kampanii „Żaden człowiek nie jest nielegalny” pewna rzecz, która budzi moje zaniepokojenie. Jest nią przeciwstawianie swobody imigracji swobodzie przepływu towarów i kapitału. Pod koniec wspomnianego obozu antygranicznego odbył się happening pod znamiennym hasłem „Przekraczanie granic przez kapitał”. Jak wynika z informacji przekazanej przez PAP, miał on na celu pokazanie, że „granica nie sprzyja ludziom, a jedynie obrotowi towarowemu i przepływowi legalnych lub nielegalnych pieniędzy”. Przebrani za ciężarówki uczestnicy happeningu demonstrowali, jak to przez granicę przejeżdżają TIR-y pełne wszelakich towarów, a „trudno się natomiast poruszać ludziom, zwłaszcza uchodźcom, którzy nie mogą być tam, gdzie by chcieli” - jak stwierdziła jedna z organizatorek obozu.

Innymi słowy, działacze kampanii „Żaden człowiek nie jest nielegalny” uważają najwyraźniej, że towary i pieniądze przedostają się swobodnie przez granice państwowe, zatrzymywani są na nich natomiast jedynie uchodźcy i ekonomiczni imigranci. Można nawet odnieść wrażenie, że sądzą, iż te granice są właśnie po to, by niczym wybiórczy filtr przepuszczać kapitał i dobra konsumpcyjne, zatrzymywać natomiast prześladowanych lub uciekających od biedy ludzi. A stąd już tylko krok do stwierdzenia, że to właśnie swoboda przepływu pieniędzy i towarów jest przyczyną, dla której ci ludzie są zatrzymywani. I rzeczywiście, w znajdującym się na internetowych stronach wspomnianej kampanii manifeście „Otwarte granice - dla świata bez rasizmu i seksizmu” można wyczytać zdania to potwierdzające - zdaniem jego autorów granice są dla tych ludzi zamykane dlatego, że państwo potrzebuje kozłów ofiarnych dla prowadzonej przez siebie polityki „nie znających skrupułów mechanizmów wolnorynkowych”.

Taki obraz oczywiście dobrze wpasowuje się w marksistowską wizję społeczeństwa podzielonego na dwa wielkie obozy, pracy i kapitału, gdzie aparat państwa służy interesom tego ostatniego, a zasadniczym mechanizmem wyzysku jest wolny rynek - wizję jak się wydaje niestety wciąż podzielaną przez wiele osób, w tym nawet tych określających się mianem anarchistów. Jednak nie ma on wiele wspólnego z prawdą. Przepływ towarów i pieniędzy przez granice państwowe jest poddany równie surowym ograniczeniom, co przepływ ludzi, a czasem nawet surowszym. Od większości przewożonych przez granicę towarów trzeba zapłacić haracz, zwany cłem; od niektórych także dodatkowy haracz, zwany akcyzą. Osoby próbujące ukryć przewożone towary i uniknąć tym samym zapłacenia tego haraczu narażone są w razie przyłapania na ich konfiskatę i dodatkowo surowe kary. A niektórych towarów w ogóle nie wolno przewozić przez granicę. Ograniczenia dotyczą również przewozu pieniędzy oraz posługiwania się nimi po drugiej stronie granicy (tj. kupowania określonych dóbr lub inwestowania ich w kapitał).

Nie można mówić więc o żadnej swobodzie przepływu towarów i pieniędzy przez granice. Kapitał i dobra konsumpcyjne przekraczają granice z takimi samymi trudnościami jak ludzie. O rozmiarze stawianych przez państwo ograniczeń świadczy choćby fakt, że, jak wykazały ostatnie badania, połowa papierosów wypalanych we wschodniej Polsce pochodzi z przemytu (w niektórych województwach nawet więcej niż połowa). (Wprawdzie z drugiej strony świadczy to o tym, że te ograniczenia są często omijane, ale nie dowodzi to bynajmniej przyzwolenia państwa na ich omijanie, a jedynie jego nieudolności). A o ich dotkliwości - fala demonstracji „laweciarzy”, jaka przetoczyła się przez Polskę po zakazaniu importu uszkodzonych samochodów. Polityka państwa nie jest tu bynajmniej polityką „nie znających skrupułów mechanizmów wolnorynkowych”. Jest polityką nie znających skrupułów restrykcji nakładanych na rynek. Oczywiście uniemożliwianie pracy cudzoziemcom i deportowanie ich w przypadku pracy „na czarno” również się do takich restrykcji zalicza.

Jeśli chodzi o to, czyim interesom taka polityka służy, to jest akurat odwrotnie, niż wyobrażają sobie to ci, którzy patrzą na świat przez marksistowskie okulary. Ograniczanie przepływu towarów i pieniędzy właśnie służy interesom kapitalistów, choć oczywiście nie wszystkich - służy interesom tych kapitalistów, którzy dzięki takim ograniczeniom pozbywają się konkurentów lub uzyskują nad nimi przewagę. Na zakazie importu do Polski uszkodzonych samochodów zyskują właściciele polskich fabryk samochodów; na zakazie importu do Polski używanej odzieży zyskują właściciele polskich fabryk odzieży - itp. Tracą ich konkurenci i oczywiście konsumenci, którym ogranicza się wybór. Zyskuje państwo, zarabiające na koncesjach i kontyngentach, zyskują poszczególni politycy otrzymujący poparcie finansowe od faworyzowanych biznesmenów, zyskują urzędnicy i funkcjonariusze, którym trafia się okazja do brania łapówek. Natomiast ograniczanie przepływu ludzi - potencjalnych pracowników i konsumentów - interesom kapitalistów bynajmniej nie służy: niby dlaczego miałaby im przeszkadzać większa liczba chętnych do pracy i kupowania ich towarów? Mogłoby się wydawać, że służy interesom miejscowych pracowników i bezrobotnych, obawiających się utraty miejsc pracy na rzecz cudzoziemców - ale w rzeczywistości nie jest to prawda, chyba że gospodarka jest tak zdławiona nakładanymi przez państwo podatkami i ograniczeniami, że tworzenie nowych miejsc pracy (do czego normalnie, tzn. na w miarę wolnym rynku, przyczynia się praca imigrantów i wydawane przez nich pieniądze) jest wyjątkowo utrudnione. Tak naprawdę służy ono jedynie interesom polityków, grających na takich obawach. Ostatnio jeden z polityków UE (bodajże członek rządu Austrii) przyznał, że upieranie się przy kilku latach opóźnienia w przyznaniu Polakom prawa do pracy w krajach Unii po zakładanym przyłączeniu się Polski spowodowane jest wyłącznie przyczynami politycznymi - a dokładniej obawą polityków rządzących partii przed wykorzystaniem lęków przed „Polakami odbierającymi pracę” przez partie konkurencyjne.

Przeciwstawianie braku swobody przemieszczania się ludzi istniejącej rzekomo swobodzie przemieszczania towarów i pieniędzy - a tym bardziej doszukiwanie się tu jakichś powiązań - nie ma uzasadnienia. Obecnie nie ma ani swobody przemieszczania się ludzi, ani swobody przemieszczania się towarów czy pieniędzy. W obu przypadkach spowodowane jest to przymusową ingerencją państwa. W obu przypadkach jest to ingerencja w wolność rynku, powodująca, że przestaje być on wolny. W obu przypadkach jest to ograniczenie ludzkiej wolności, bo towary i pieniądze, których przepływ przez granicę jest zakazywany czy ograniczany należą do konkretnych ludzi i to ludzie, a nie towary, trafiają do więzienia za przemyt.

„Żaden człowiek nie jest nielegalny” jest hasłem z punktu widzenia ludzkiej wolności jak najbardziej słusznym i aktualnym. Ale z tego samego punktu widzenia słuszne i aktualne są hasła „Żaden towar nie jest nielegalny” i „Żaden pieniądz nie jest nielegalny”.

Głoszone przez zwolenników swobody imigracji hasło „no borders” - żadnych granic - ma sens tylko wówczas, gdy odnosi się nie tylko dla ludzi, ale i dla wytworów ich pracy - towarów i pieniędzy. „No borders” to swobodny przepływ ludzi, kapitału i dóbr konsumpcyjnych. Nie ma tu żadnej sprzeczności. Skoro Ukrainiec powinien mieć możliwość pracy u Polaka w Polsce, czemu nie powinien mieć takiej możliwości u siebie na Ukrainie? Skoro powinien mieć on możliwość kupowania polskich towarów w polskim sklepie, czemu nie powinien mieć takiej możliwości u siebie, w sklepie ukraińskim? Skoro powinien mieć on swobodę przyjazdu do Polski, czemu nie powinien mieć możliwości sprzedawania tu swoich towarów lub założenia biznesu?

Zwolennicy swobody imigracji nie powinni mieć oporów przed akceptacją, a nawet aktywnym domaganiem się swobodnego przepływu kapitału i dóbr konsumpcyjnych. Swoboda imigracji jest elementem wolnego rynku, a wolny handel i swoboda inwestowania logicznie ją uzupełniają. Możliwość zajęcia się handlem między krajem pochodzenia a osiedlenia, możliwość założenia biznesu w kraju osiedlenia czy też możliwość przewiezienia zarobionych na emigracji pieniędzy do kraju pochodzenia i zainwestowania ich tam realnie zwiększa wybór imigrantów. Możliwość inwestowania pieniędzy w przedsięwzięcia za granicą i sprzedawania tam towarów realnie zwiększa wybór tamtejszych kandydatów na pracowników i konsumentów, którzy nie potrzebują wyjeżdżać ze swojego kraju, by znaleźć zatrudnienie lub kupić pożądaną rzecz - wychodzi więc naprzeciw tym samym potrzebom, co swoboda imigracji.

Otworzyć granice dla ludzi. Otworzyć granice dla towarów. Otworzyć granice dla pieniędzy. Niech każdy mieszka, pracuje i robi interesy tam, gdzie chce. Tak powinno brzmieć hasło ruchów domagających się swobody imigracji. Wolny rynek bez granic i dla każdego.

Globalny.

Jacek Sierpiński

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal