Polskie Wiki Wolnościowe

Gazeta.libertarianizm.pl, 17 I 2001 r.


Polska 2001 - Wielki Brat w środku naszego ciała?

Od czasu transformacji ustrojowej w 1989 roku liczba bezrobotnych wzrosła do około trzech milionów osób. Liczba urzędników wzrosła trzykrotnie. Zadając pytanie, w czyim interesie działa obecny ustrój, trudno oprzeć się wrażeniu, że biurokratów i bogatych. Reszta społeczeństwa wydaje się coraz bardziej zbędna. Kalki językowe typu demokracja, lewica, prawica służą tylko zachowaniu obecnego status quo i utrzymaniu sztucznie wysokich kosztów działalności ludzi.

Czyż można nazwać demokracją ustrój przedstawicielski, w którym partia rządząca dysponuje poparciem kilkunastu procent wyborców? Przecież do urn wyborczych udała się mniejszość wyborców. Tylko około trzydziestu z tych czterdziestu sześciu procent głosujących poparło AWS. Dyscyplina partyjna zobowiązuje klub parlamentarny do posłuszeństwa większości. Tak więc prawo potrafi narzucać grupa osób dysponująca poparciem poniżej dziesięciu procent wyborców.

Istotnym beneficjantem takiego modelu państwa jest funkcjonariusz i urzędnik. Hierarchiczna zależność czyni go posłusznym. Faktyczna kontrola nad procesami wymiany społecznej czyni go równocześnie niezależnym. Doświadczenie komunizmu nauczyło go, że lepiej żyć z pasożytowania nad gospodarką niż z zarządzania nią. Fakt, że biurokracja jest ekonomicznie niewydolna i zależna, był głównym interesem wyjścia z komunizmu tej formacji.

Etos urzędnika jako specjalisty od organizowania przedsięwzięć zbiorowych nie funkcjonuje. Urzędnik stał się uciekinierem od obowiązującej resztę ludzi reguły - jak nic od ciebie nie zechcą kupić to szybko umrzesz. Uciekinierem zarządcą. Nie obowiązuje go reguła konkurencyjności oferowanych usług. Nie ma odpowiedzialności finansowej za wydawane decyzje. Nie obowiązuje go reguła minimalizacji czasu i ciągłego wzrostu wydajności pracy. Jego dochód składa się z pieniędzy zabieranych nie dobrowolne, ale poprzez system przemocy podatkowej. Jego dostęp do dóbr jest ułatwiony. To urzędnik udziela pozwoleń. Czerpie zyski z kontrolowania transakcji i poprzez korupcję. Jest chroniony prawem. Dający łapówkę jest, wbrew oczywistości, równie winny jak i biorący.

Rozpatrując listę zwolnień podatkowych, znajdujemy tam wiele największych firm. Poziom ulg z tytułu inwestycji, strat i przywilejów pozwala na to. Bilansy przedstawiają, że giganci finansowi działają na stratach, bądź minimalnym zysku.

Bogactwo nie tylko zapewnia dziś dobrobyt i dłuższe życie. Stało się także szansą wyjścia poza system. Szansą zostania nietykalnym zwolnionym przez układy i dobrego księgowego ze świadczeń dla reszty. Co z resztą ludzi? Resztę podzielić można na dających dochód i nie przynoszących go.

Działania biurokratów nie tylko przez podatki umniejszają dochody pomniejszych „twórców dóbr”. Prawne zobowiązania do postępowania według kosztownych i żmudnych procedur karmiących kolejnych urzędników, wypełnianie papierów, czekanie na decyzje to czas pracy jałowej.

Procedury biurokratyczne zmniejszają rynek. Praca w gwizdek to czas tracony dla uzyskania koniecznych pozwoleń na działalność i koncesji. To konkurencja uprzywilejowanych graczy rynkowych i konieczność lawirowania w prawie. To zawyża ceny. Powiększa armię bezrobotnych.

Ci, którzy odpadają z systemu produkcji są marginalizowani jako zbędni bezrobotni. Ilość środków dawanych im w postaci świadczeń pochodzi z podatków. Świadczeń mocno pomniejszonych o koszty systemu. Ten kapitał nie pracuje na siebie. Inwestowanie pieniędzy w hipotetyczny „Fundusz Inwestycyjny Bezrobotnych” znajduje się poza zasięgiem mentalnym aparatu. Bo „Państwo” przywykło do działania na stratach traktując to jako oczywistość.

Propagandową funkcją uzasadniającą rację bytu systemu jest obrona interesu zbiorowego i obrona przed przemocą. Sęk w tym, że człowiek działa poprzez naśladownictwo sposobów zachowania i kalkowania strategii, które są dostępne i zyskowne. Ponieważ bezpieczeństwo sprawujących władzę w państwie wynika z ich usytuowania poza częścią systemu prawa i rynku, wielu ludzi też na swój sposób stara się naśladować status nietykalności. Nietrudno przyjąć taki sposób oglądu rzeczywistości, w którym gangster jest tożsamy z dostojnikiem. Bandyta też wymusza haracz, zapewnia bezpieczeństwo swojej okolicy i kupuje podupadający zakład pracy i sędziów. Gangster podobnie jak urzędnik „opodatkowuje” ludzi za obietnicę bezpieczeństwa. Broni owcę przed przemocą innego wilka. Jest często tak samo bezkarny jak twórca kolejnej odmiany precedensu o „pomroczności jasnej”. Jak budowniczy prominenckiego osiedla w rezerwacie przyrody.

W takim kontekście nie dziwi obrona generała przez Gazetę. Tak samo akcja w obronie Pinocheta podjęta przez Aleksandra Halla. Poseł bronił niewątpliwego demona gwałtu i zbrodni. W Chile raczej nie zdarzały się przypadki nietorturowania zatrzymanych przez policję. Zasada, że świat władców świata jest nietykalny jest ważniejsza od zasady odpowiedzialności za zło wyrządzone bliźnim. Bo na świecie już tak jest, że nie zabija się Saddama Hussajna, ani jego doborowych jednostek, tylko sto sześćdziesiąt tysięcy arabskich poborowych. Bo zagrożenie „chaosem” jest większe niż dawanie przykładu zabijania władcy. A nuż ktoś pójdzie w te ślady.

Zdefiniujmy sobie przy okazji wojnę, nazwijmy ją przemocą dla zysku. W tym kontekście z przykrością muszę dostrzec, że wojna raczej się nasila niż słabnie. Przemoc prawna i bezprawna rosną ramię w ramię. Nadzieja, że społeczeństwo doprowadzi do zmniejszenia obciążeń nakładanych przez system przymusu jest nikła. Bowiem system używa skutecznych metod zastraszania i oszukiwania ludzi dla zapewnienia sobie ich bierności. Metody socjotechniki są proste. Zidentyfikować interes i grać nim.

Spójrzmy na przykład: spotkanie z przemocą na ulicy. Natychmiast pojawiają się trzy myśli sprzyjające bierności:

1. „To nie moja sprawa”: fakt. Grupą identyfikowaną jako wspólnota - „plemię” jest 150-200 osób, reszta to grupy interesu doraźnego. Do plemienia bliżsi są czasem cudzoziemcy niż znienawidzony polityk mówiący niestety tym samym językiem.

2. „To niebezpieczne”: fakt. Posiadanie broni jest zarezerwowane dla przestępców, przedsiębiorców, polityków i policjantów. Wielu bandytów ma układy z władzą. Takie są fakty.

3. „Nie mam czasu”: to też prawda. Nawet gdybyśmy skutecznie interweniowali, uwikłanie w system może zeżreć kawał życia: zeznania, sąd, prasa, ewentualna zemsta. Bycie rycerzem, obrońcą uciśnionych jest ciężkie.

Standardowo bandyta czuje się dość bezpieczny. Przemoc jest strategią skuteczną. Jest łatwiejsza i więcej ludzi w to wchodzi. Prasa krzyczy, że pokazywanie przestępcy - ostrzeganie ludzi narusza jego wolności. (Jakby list gończy publikowany w TV przez bezradną policję jego wolności rozszerzał).

W takich warunkach deklarowane przez państwo bezpieczeństwo obejmuje coraz bardziej tylko należących do plemienia władzy. Babcia siedzi pół roku w więzieniu za alimenty, których nie płaci jej syn z Kanady. Policjant, zabójca dzieciaka - Przemka Czai nie siedzi za morderstwo, a okłamujący przez wiele dni społeczeństwo jego zwierzchnicy w ogóle nie są pociągani do odpowiedzialności.

Trzecia władza w postaci prasy, zawieszona pomiędzy interesem władzy a społeczeństwa utrzymuje w obiegu wiele nic nie tłumaczących określeń. Promuje też działania powodujące sprzeczne z założeniem skutki. Kampania likwidacji ulg podatkowych, niewątpliwie słuszna z wielu powodów, wprowadza jednocześnie pro-biurokratyczną zasadę, że dysponowanie pieniędzmi na cele słuszne społecznie odbywać się może tylko poprzez system podatkowy, a nie indywidualnie. Używanie określeń narkotyk w stosunku do marihuany przy jednoczesnym nie używaniu tych określeń w stosunku do nikotyny, alkoholu to utrzymywanie fikcji dla spokoju społecznego. Światowa Organizacja Zdrowia uważa nikotynę i alkohol za stanowiące dużo większe ryzyko zdrowotne od marihuany.

Niemoralne praktyki władzy powodują znaczny wzrost poczucia zagrożenia. To z kolei doprowadza do nacisku na wprowadzanie prawa robiącego ludziom dobrze na siłę. Zabieranie ateistom podatków na opłacanie lekcji religii. Karalność za to, co robi się sobie samemu, czyli za „narkotyki”. Mandaty i więzienie za wymianę dóbr i usług bez opłacania haraczu dla państwa. Kary za posiadanie nielegalnych środków obrony (jeszcze niedawno posiadanie gazu było przestępstwem).

Nagradzane jest donosicielstwo. Za pieniądze podatników zapewniane jest bezpieczeństwo przestępcom współpracującym z władzą - o ile nie są mordercami. Możliwe staje się zatem utrzymywanie świadka koronnego przez obrabowanego ojca zgwałconej przez bandytę dziewczynki. Wydaje się zakaz aborcji, to jest nakaz posiadania niechcianych dzieci, bez ponoszenia kosztów przez państwo i kościół wydających ten nakaz. Utrzymuje się słono opłacaną konieczność zgody urzędnika na rozwód, albo, w przypadku niezgody, dalszego życia w tragedii. Istnieją biurokratyczne nakazy stosowania kiepsko działających, lecz tanich leków, a nie stosowania najskuteczniejszych. Próby penalizacji seksu na obrazkach angażują wielomiesięczny wysiłek sowicie opłacanych posłów. Wszystko to są nowoczesne środki prowadzenia wojny. Budują granicę zagrożenia przez władzę państwa wewnątrz naszych ciał. Tak robi każda wojna. Bo tylko strach powoduje, że pełni powagi ludzie pracowicie drepczą w absurdzie.

Rządy dusz opierane są na doktrynie jedynej prawdy i nagrody za wierność. Kardynał Ratzinger mówi o zbawieniu tylko dla katolików. Lenin o szczęśliwości powszechnej dla komunistów. Wszystko nie tu i teraz, ale kiedyś. Widocznie jak ludzie żyją w lęku to trzeba jedynie intensyfikować propagandę złudzeń i będzie spokój.

Słabością społeczeństwa jest jego niemożność przeprowadzenia zmian zwiększających ich bezpieczeństwo i zwiększających zyski z pracy. Wręcz przeciwnie. Chciwość posiadania racji i cudzych dóbr nakręca spiralę wojny na nowy demokratyczny sposób. Hitlera też wybrało społeczeństwo w wyborach powszechnych. Mówił, że zlikwiduje niesprawiedliwość, da ludziom pracę, ukarze złych i rozda to, co się każdemu należy, a chwilowo jest w niegodnych rękach. Wojna jest jednak takim zjawiskiem, które dotyczy każdego.

W społeczeństwie zawsze istnieją ludzie żyjący na koszt innych. I to po obu stronach prawa. Istotne jest, co społeczeństwo z nimi robi. Czy daje im sobą rządzić, czy ich marginalizuje i kontroluje.

Powinniśmy zastanowić się, jak zmienić model stosunków władzy. Czy nie dałoby się wprowadzić kilku reguł.

1. Nie narzucać represji prawnych żadnej grupie społeczeństwa. Oczywiście o ile nie stosuje ona przemocy przy realizacji swojej drogi życia. Represje negocjować z zainteresowanymi. Jeżeli prostytutki chcą więzienia za swą pracę, jeżeli homoseksualiści chcą nie mieć praw małżeńskich, jeżeli kobiety w ciąży chcą więzienia za to, że nie chcą dziecka, jeżeli pijacy i konsumenci nikotyny chcą za to iść do więzienia, to niech sami usilnie o to zabiegają.

2. Prawa grup, na przykład religijnych, powinny obowiązywać tylko w obrębie tych wspólnot.

3. Dostarczyciele usług siłowych powinni być obieralni. Służby, od urzędników do policji i wojska, powinny w maksymalnym stopniu podlegać kontroli społeczności poprzez wybory i prawdziwą równość wobec prawa. Oczywiście w granicach zapewniających ich funkcjonalność.

4. Należy maksymalnie odbiurokratyzować ekonomię. Prawa rządzące ekonomią powinny być jak najbardziej automatyczne, a nie uznaniowe. Oczywiście zasada nie szkodzenia powinna być obowiązkiem w działalności ekonomicznej.

5. Zredukować liczbę biurokratów. Obniżyć próg wyborczy i odpartyjnić politykę dla zbliżenia jej do interesu obywateli.

Przemysław Kryszk, XII 2000,

RSA-FM (frakcja mieszczańska / forum mniejszości)

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal