Polskie Wiki Wolnościowe

Różnice

Różnice między wybraną wersją a wersją aktualną.

Odnośnik do tego porównania

wolnosciowe_czytanki:anarchizm:dobrowolna_rzeczpospolita [2008/12/16 07:28] (aktualna)
Linia 1: Linia 1:
 +[[Gazeta An Arché:​Start|"​Gazeta An Arché"​]] nr 60 - zamknięto 12 XII 1999
  
 +----
 +
 +====== Dobrowolna rzeczpospolita ======
 +
 +
 +W 43. numerze "​Najwyższego Czasu" w artykule "Prawo według Nozicka"​ p. Paweł Morga przedstawił teorię autorstwa wymienionego w tytule filozofa, zgodnie z którą jakoby "​państwo może powstać i istnieć bez pogwałcenia niczyich naturalnych uprawnień, (...) w wyniku działania "​niewidzialnej ręki",​ która jest mocą państwotwórczą i dzięki której możliwe jest przezwyciężenie anarchii stanu natury bez jakiejkolwiek intencji powołania państwa"​. Ponieważ prac akurat tego teoretyka libertarianizmu nie czytałem, trudno mi stwierdzić,​ czy opracowanie p. Morgi wiernie oddaje jego poglądy i nie jest dla mnie jasne, czy przedstawiony w tym opracowaniu schemat jest jedynie hipotetycznym modelem mającym pokazywać możliwość powstania państwa w taki sposób, czy też prof. Nozick rzeczywiście uważa, iż państwa rzeczywiście tak w historii ludzkości powstawały. Jeśli to drugie, to moim zdaniem jest oczywiste, że mija się on z prawdą - istnieją liczne dowody na to, że organizacje państwowe na rozmaitych terenach tworzyły się w wyniku narzucenia siłą władzy bądź to przez miejscowe grupy "​silnych ludzi",​ bądź też przez najeźdźców z zewnątrz, i władza ta bynajmniej nie przestrzegała "​naturalnych uprawnień"​ rozumianych wedle wolnościowych standardów p. Nozicka. Natomiast jeśli przedstawiony w wymienionym artykule schemat ma być jedynie hipotetycznym modelem mającym dowodzić możliwości powstania państwa w zgodzie z wolnościowymi zasadami, to muszę powiedzieć,​ że moim zdaniem niczego takiego on nie dowodzi - przynajmniej w wersji przedstawionej przez p. Morgę.
 +
 +Zgodnie z owym schematem, ludzie dla ochrony swych praw tworzą najpierw "​towarzystwa wzajemnej ochrony",​ z których jedno po pewnym czasie w drodze wolnej konkurencji zdobywa na danym terenie pozycję dominującą,​ a następnie pozostaje jako jedyne. Pozostające poza nim niezależne jednostki stopniowo same przyłączają się doń, widząc w tym możliwość zapewnienia sobie lepszej ochrony. W ten sposób powstaje "​państwo minimalne"​.
 +
 +Owszem, taki proces jest teoretycznie możliwy. Tylko, że dla mnie takie "​państwo minimalne"​ (o ile dobrze zrozumiałem jego założenia) nie jest państwem! To po prostu dobrowolna organizacja,​ która, wbrew temu, co pisze p. Morga, nie ma monopolu na "​uprawnione stosowanie przymusu na danym terytorium geograficznym",​ a jedynie jest w danym momencie jedynym podmiotem, który taki "​uprawniony przymus"​ na tym terytorium stosuje. Zajmuje podobną pozycję, jak np. jedyny piekarz lub sklepikarz w okolicy - taka sytuacja może się zdarzyć w warunkach najbardziej wolnego rynku i wówczas nie oznacza to jeszcze, że ów piekarz czy sklepikarz jest monopolistą,​ a tylko, że nie ma akurat zapotrzebowania na więcej lub potencjalnych konkurentów;​ ale sytuacja może się zmienić. Owszem, w praktyce organizacja ta stanowi prawo. Ale dopóki jest to prawo wolnościowe,​ to jest respektujące "​naturalne uprawnienia",​ dopóty jej członkowie mają swobodę wystąpienia,​ zrezygnowania z opłat na jej rzecz i założenia - na tym samym terenie - organizacji konkurencyjnej. Która to organizacja może w szybkim czasie stać się potężniejsza,​ a nawet zająć całkowicie miejsce dotychczasowej w zupełnie pokojowy i "​rynkowy"​ sposób.
 +
 +Chciałbym zwrócić uwagę, że tak rozumiane "​państwo minimalne"​ nie musi być wcale minimalne w tym sensie, że nie musi ograniczać się wcale do funkcji wojskowo-policyjno-sądowych. Może zajmować się takimi dziedzinami,​ jak oświata, opieka zdrowotna, pomoc dla najbiedniejszych,​ czy nawet prowadzić działalność gospodarczą. W tym sensie może być "​socjalistyczne"​! Kto powiedział,​ że "​towarzystwo ochrony"​ nie może zajmować się też czymś innym, czy też rozumieć "​ochrony"​ we właśnie taki "​socjalistyczny"​ sposób? Dopóki pozostaje ono dobrowolne, nie gwałci niczyich uprawnień, nawet jeśli zdobywa pozycję quasi-monopolisty. Tym, czym odróżnia taką organizację od istniejących dziś w rzeczywistości państw, jest właśnie dobrowolność przynależności,​ a nie fakt ograniczenia do dziedziny usług z zakresu policji, armii i sądownictwa.
 +
 +Z drugiej strony, jeśli "​państwo minimalne"​ miałoby być rzeczywistym monopolistą,​ to musiałoby się to stać w wyniku pogwałcenia "​naturalnych uprawnień"​. Jeśli zabroniłoby swoim członkom występować lub też "​niezależnym"​ egzekwować ich prawa (nie w konkretnych,​ jednostkowych przypadkach usprawiedliwionych udowodnionymi "​ryzykownymi i niebezpiecznymi"​ działaniami,​ ale generalnie),​ to tym samym te prawa zostałyby pogwałcone. Owszem, jest to możliwe, ale wówczas opisany schemat bynajmniej nie dowodzi możliwości powstania państwa bez pogwałcenia tych praw , w wyniku działania "​niewidzialnej ręki"​.
 +
 +Reasumując:​ wedle opisanego powyżej schematu może powstać jedynie dobrowolna organizacja opisana dwa akapity wyżej - którą z braku lepszego określenia można nazywać "​państwem"​ (choć moim zdaniem bardziej pasowałaby tu nazwa "​dobrowolna rzeczpospolita"​),​ ale która się w zasadniczy sposób różni od realnie istniejących państw (mniej więcej tak, jak firma działająca na wolnym rynku od firmy działającej w oparciu o przymusowy monopol), natomiast prawdziwe państwo, mające monopol na "​uprawnione"​ (najczęściej zresztą również nieuprawnione) "​stosowanie przymusu na danym terytorium"​ i utrzymujące się z przymusowego haraczu, może powstać jedynie w wyniku pogwałcenia naturalnych praw w rozumieniu Nozicka - i tak w rzeczywistości państwa powstawały.
 +
 +Wracając do wspomnianej dobrowolnej rzeczypospolitej:​ istnieje możliwość przekształcenia w coś takiego obecnego państwa i nie wymaga to wcale długiego i skomplikowanego procesu reform (w każdym razie organizacyjnych). Wystarczyłoby,​ żeby podatki zmienić w opłaty za prawo do obywatelstwa (lub - w radykalniejszej wersji - za prawo do korzystania z tych czy innych usług państwa) i zaprzestać karania "​przestępstw bez ofiar" - w każdym razie w stosunku do nie-obywateli,​ obywatelom zaś przynajmniej umożliwić za naruszanie takich reguł wybór: dobrowolne poddanie się karze lub utrata obywatelstwa. Odtąd niezadowoleni z funkcjonowania takiej dobrowolnej rzeczypospolitej mogliby z niego występować i tworzyć alternatywne organizacje zajmujące się tak ochroną, jak i pomocą socjalną (jeśliby tego chcieli). Ba, mogłyby występować całe wielkie grupy - gminy, miasta, regiony, a także społeczności ponadterytorialne,​ takie jak tradycjonaliści katoliccy, świadkowie Jehowy, punki czy zwolennicy idei Ayn Rand. A w każdym razie istniałaby taka możliwość i rządzący ową dobrowolną rzeczpospolitą musieliby brać to pod uwagę. Znaleźliby się w sytuacji właścicieli i zarządców prywatnych korporacji działających na rynku i muszących liczyć się z niezadowoleniem konsumentów ich dóbr i usług. Socjaldemokraci i konserwatywni liberałowie (na przykład) nadal mogliby spierać się o zakres działalności tej dobrowolnej rzeczypospolitej,​ wysokość obowiązujących w niej podatków (będących jednak już dobrowolnymi opłatami za jej usługi) czy sposób zarządzania nią. Jednak niezależnie od tego, które stronnictwo zdobyłoby wpływ na rządy, decyzje zarządzających nią polityków musiałyby być w miarę upływu czasu (i powstawania konkurencji) w coraz większym stopniu określane przez rynek, a nie przez ideologiczne sympatie. A to oznaczałoby mniejszą tolerancję dla korupcji, biurokracji i niekompetencji. Być może ostatecznie efektem byłaby "​dobrowolna rzeczpospolita socjalna"​ - superkorporacja oferująca (po rynkowej cenie!) wysokiej jakości usługi nie tylko z zakresu policyjno-wojskowej ochrony i wymiaru sprawiedliwości,​ ale także np. opieki społecznej,​ zdrowotnej czy oświaty (byłby to wówczas ideał zarówno dla zwolenników wolnego rynku, jak i dla zwolenników "​welfare"​!). Być może przeciwnie - okazałoby się eksperymentalnie,​ że taki twór nie potrafi na rynku sprawnie funkcjonować i dobrowolna rzeczpospolita ograniczyłaby się w końcu jedynie do dziedzin obrony i polityki zagranicznej,​ policję i sądownictwo przejęłyby generalnie np. dobrowolne gminy, a funkcje socjalne - ponadterytorialne stowarzyszenia w rodzaju kas chorych (nie mylić z istniejącymi obecnie biurokratycznymi potworkami o tej nazwie), towarzystw oświatowych,​ kościołów,​ towarzystw ubezpieczeń wzajemnych i innych tzw. NGO-sów. Ale i wówczas zwolennicy "​welfare"​ nie powinni protestować,​ ponieważ oznaczałoby to, że "​masy"​ po prostu wybrały ten rodzaj instytucji, który lepiej zaspokaja ich "​socjalne"​ potrzeby. A jeśli komuś model wybrany przez większość by nie odpowiadał,​ to tak czy inaczej miałby możliwość zorganizowania i wyboru czegoś innego - w każdym razie większą niż obecnie.
 +
 +Myślę, że propagowanie idei przekształcenia obecnego państwa w taką dobrowolną rzeczpospolitą jest czymś, nad czym powinni się zastanowić polscy wolnościowcy. Idea ta jest bowiem w pewnym sensie rozwiązaniem politycznej "​kwadratury koła":​ oferuje zniesienie monopolu państwa i rynkową kontrolę jego kierowników bez likwidacji (w każdym razie natychmiastowej) instytucji zapewniających uczestnictwo w przywilejach socjalnych świadczonych obecnie przez państwo. Dlatego moim zdaniem może ją potencjalnie poprzeć o wiele szerszy krąg ludzi, niż tradycyjne postulaty konserwatywnych liberałów czy "​anarchokapitalistów"​. Sądzę, że "ruch na rzecz dobrowolnej rzeczypospolitej",​ skupiony wokół postulatu "​udobrowolnienia"​ państwa i poddania polityków rynkowej kontroli, odżegnujący się od tradycyjnych podziałów na "​lewicę",​ "​centrum"​ i "​prawicę"​ mógłby zdobyć wielu zwolenników spośród dotychczasowego elektoratu partii panującego porządku - od AWS po SLD - a także przyciągnąć wielu "​antysystemowych"​ radykałów oraz ludzi generalnie zrażonych do "​władzy"​ i chcących jedynie, by zostawiła ona ich w spokoju. Wolnościowcy różnych odcieni, łączcie się!
 +
 +Jacek Sierpiński
 +
 +----
 +
 +//Powyższy tekst ukazał się także w piśmie "​Najwyższy Czas!" z 13-20 listopada 1999.// ​
 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal