Polskie Wiki Wolnościowe

Anarchistyczny Magazyn Autorów "Mać Pariadka" nr 5/97


Christian Michel

Libertarianizm a Rewolucja Informacyjna

Odkąd w latach pięćdziesiątych biolodzy zauważyli, że wszelkie formy żywe mogą być rozumiane jako przetwarzanie informacji, zrodził się nowy paradygmat i rozpoczęła się nowa era, którą nazywamy Wiekiem Informacji, a której większość ludzi nie lubi. Przyczyną tego odrzucenia jest fakt, że postmodernistyczne społeczności Wieku Informacji są chaotyczne, złożone, wielokulturowe… i żadna filozofia nie dała jeszcze szerokiemu ogółowi mapy, która pomogłaby zorientować się, skąd się biorą te nowe zjawiska - globalizacja, Internet czy biotechnologie.

Uważam, że tą filozofią jest libertarianizm. Libertarianizm mówi nam o naszym zachowaniu się jako ludzi, o tym, jak powinniśmy ustosunkować się do innych ludzi w społeczeństwie i do natury. Wolnościowa filozofia i etyka skuteczniej wyjaśniają zachodzącą w świecie zmianę niż socjaldemokracja, reprezentująca dzisiejszy consensus. Nie zamierzam mówić wam tu, czym jest libertarianizm, wiecie na ten temat tak samo dużo, ile ja. Moim celem dziś jest podzielić się z wami moją analizą Rewolucji Informacyjnej i pozwolić wam ocenić, jak libertarianizm się tutaj stosuje. Chciałbym zacząć od stwierdzenia, że żyjemy w pewnym typie społeczeństw, które w braku lepszego terminu nazywam Społeczeństwami Politycznymi; że ostatnie przekształcenie tych społeczeństw nastąpiło jako uboczny skutek Wieku Maszyn i że w miarę jak Wiek Maszyn zastępowany jest Wiekiem Informacji, społeczeństwa te powoli umierają i tworzą się społeczeństwa radykalnie nowego typu, które najlepiej da się określić jako Społeczeństwa Wiedzy.

W zależności od wierzeń i wyznawanych wartości, i od tego, czy czyta się Oswalda Sprenglera, „Financial Times” czy też „Cosmopolitan”, powie się, że to przejście od Społeczeństw Politycznych do Społeczeństw Wiedzy jest końcem cywilizacji Zachodu, światowym kryzysem czy wkraczaniem Słońca w znak Wodnika. Jakkolwiek by nie mówić, wszyscy wiemy, że jest to coś fundamentalnego. Osobiście uważam, że Rewolucja Informacyjna jest dla ludzkości nie mniej ważna niż tamta rewolucja, która nastąpiła w neolicie, kiedy to ludzkość zmieniła się z koczowniczej w rolniczą. To, czego jesteśmy dziś świadkami, jest jakby odwróceniem tamtego procesu; nie w sensie, że będziemy wędrować po świecie z plecakami, ale w sensie, że powoli przyjmujemy wartości i kulturę koczowników, a porzucamy wartości i kulturę właścicieli ziemi. Ta zmiana w naszej hierarchii wartości ma głęboki wpływ na wszystkie trzy elementy konstytuujące nasze Społeczeństwa Polityczne:

  • Przestrzennie i geograficznie nasze społeczeństwa są państwami narodowymi.
  • Operacyjnie funkcjonują one jako demokracje.
  • Ideologicznie żyją one według doktryny socjaldemokratycznej, będącej mieszanką socjalizmu i nacjonalizmu.

Nieskuteczność państwa narodowego

Siedem tysięcy lat temu nowy sposób produkcji - rolnictwo - stworzył nowy sposób życia: stałe miejsca zamieszkania, mury, magazyny, nawadnianie… Głównym źródłem bogactwa stała się ziemia. Osiadły tryb życia pozwolił na wyłonienie się państwa takiego, jakie dziś znamy, ze stałą biurokracją, finansowanego przez systematyczne opodatkowanie. To, gdzie się mieszka określiło w wielkiej mierze to, kim się jest; miejsce zamieszkania z konieczności stało się częścią państwa i państwo określiło zbiorową tożsamość. Przez długi czas państwo i naród nie zbiegały się ze sobą. Ludzie mający ze sobą wiele wspólnego - religię, język, kulturę - bywali podzieleni między wiele państw, takich jak te, które połączyły się w obecne Niemcy czy Włochy; i były także państwa władające wieloma rozmaitymi narodami, mającymi ze sobą niewiele wspólnego - typowymi przykładami były tu cesarstwa rosyjskie i austro-węgierskie.

W rzeczywistości państwo narodowe datuje się dopiero od czasów Rewolucji Francuskiej i nie ma zatem powodu uważać, że jest ono wieczne. Oczywiście można argumentować, że na państwa narodowe istnieje rosnący popyt. Wiele z nich tworzy się niemalże co miesiąc: Czeczenia, Palestyna, Chorwacja, Bośnia… Ta inflacja liczby jednostek państwowych może jednak odzwierciedlać zmniejszanie się wartości każdej z nich, jako że powody, dla których istnieje struktura państw narodowych przestały już być istotne.

Główną przyczyną istnienia struktury państw narodowych było zmniejszenie kosztów transakcji poprzez posiadanie większego i jednorodnego rynku na produkty oraz stworzenie „efektu skali” poprzez osiągnięcie masy krytycznej pozwalającej na utrzymywanie pewnych tak zwanych dóbr publicznych, przede wszystkim armii. Przyczyna ta zdezaktualizowała się. Nigdzie naród nie jest podziałką, którą mierzy się rynek. Konsumenci nie mają paszportów. W dodatku jasne jest, że optymalnej skali tak zwanych dóbr publicznych nie da się dłużej osiągnąć na poziomie państwa. Cytując Daniela Bella, „państwo narodowe jest zbyt duże, by kłopotać się o małe rzeczy i zbyt małe, by borykać się z dużymi problemami”. Na przykład nigdzie, poza być może Japonią, populacja nie jest wystarczająco jednorodna, by dostarczanie przez państwo usług takich jak edukacja było skuteczne. A występuje trend na rzecz coraz większych przemieszczeń populacji przez granice i coraz większej wielokulturowości.

Nawet jeśli chodzi o podstawowe atrybuty suwerenności, jakimi są sprawy zagraniczne i obrona, państwo narodowe jest nieskuteczne. W zeszłym roku przedstawiłem tu krótki referat o problemach obrony w Wieku Informacji, w którym próbowałem pokazać, że agresja nie jest już dłużej czynnikiem związanym z geografią. Można prowadzić dziś wojnę bez naruszania granic wroga. Można sparaliżować jego telekomunikację, ruch powietrzny, bankowość, produkcję elektryczności i wiele innych dziedzin o istotnym znaczeniu poprzez masową infiltrację jego systemów komputerowych. Pod pewnym względem ten rodzaj wojny elektronicznej tworzy nową równowagę sił między krajami wysoko rozwiniętymi z ich podatnym na zranienie wyrafinowaniem i mniejszymi potencjalnymi stronami konfliktu, które mogą skutecznie zaatakować przy pomocy małego gangu hackerów. Odwet nie jest łatwy, wojna elektroniczna może zostać podjęta z każdego miejsca na świecie, niekoniecznie z terytorium napastników; na przykład algierscy hackerzy mogliby, udając podróżujących z laptopami turystów, zaatakować Francję równocześnie z pokoi hotelowych w Rzymie, w Libanie i gdziekolwiek indziej, tak, że określenie tożsamości i celów napastników zabrałoby wiele czasu. Innymi słowy, państwo narodowe nie jest dobre nawet do prowadzenia wojny

Wiedzieliśmy, że państwo nie może powstrzymać terroryzmu i przywrócić porządku w naszych miastach, teraz wiemy też, że nie może zapewnić nawet tej jednej jedynej usługi, która zawsze była ostatecznym argumentem, przywoływanym przez luminarzy w rodzaju Rand czy Nozicka, na rzecz utrzymywania go przynajmniej w minimalnych wymiarach - obrony narodowej.

Dla mnie przykrą tragedią państwa narodowego jest to, że redukuje ono wszystko to, czym jesteś, całą wielowymiarowość twojej osobowości, do pojedynczego wymiaru narodowości. Ważne jest tylko jedno: jesteś Serbem czy Chorwatem? Francuzem czy Algierczykiem? Jeśli jesteś Francuzem czy Chorwatem, a ja jestem po drugiej stronie, to cię zabiję albo wygnam. Zapomnij, że jesteś dobrym kochankiem, że lubisz Beethovena, że zbierasz ogrodowe krasnale, że rozkoszujesz się starymi winami, że jesteś katolickim bankierem-homoseksualistą praktykującym Zen… Nic z tego nie jest ważne. Twoją jedyną tożsamością jest twoja narodowość. Mogę się tylko cieszyć, gdy widzę, że wszystko wskazuje na to, iż państwo narodowe zmierza ku śmietnikowi historii.

Bezużyteczność demokracji

Procedurą operacyjną współczesnego państwa prawie zawsze jest demokracja. Obywatele wierzą, że demokracja pozwala im kontrolować ich rząd i w dużym stopniu jest to prawda, ale kontrola ta jest bezużyteczna. Demokracja jest najbardziej widoczną ofiarą globalizacji. Przypomnijmy sobie, gdzie powstał nasz współczesny system demokratyczny. W Brytanii, z definicji izolowanej; w Stanach Zjednoczonych, także izolowanych po drugiej stronie oceanu i nawet izolacjonistycznych; i w alpejskich dolinach, gdzie znów ludzie byli odizolowani, otoczeni przez góry. We wszystkich tych miejscach cokolwiek zadecydowała większość było wprowadzane w życie, nie istniało nic, co mogło temu zapobiec. Ale spójrzmy, co dzieje się dzisiaj: bardzo niewiele istotnych zdarzeń mających wpływ na nasze życie decyduje się w jakichś wyborach, ponieważ naprawdę istotne zdarzenia nie są dziś częścią królestwa polityki. Nikt nie głosował za rewolucją seksualną; nie robi się referendów, by zakazać AIDS czy bezrobocia; żaden parlament nie zadecydował, by w każdym domu był komputer; to nie wybrani przedstawiciele uczynili Internet globalną siecią… Społeczeństwo Polityczne upada, ponieważ wszystko, co dziś jest istotne zdarza się poza królestwem polityki. Od wiary w slogan lat sześćdziesiątych: „Wszystko jest polityką” doszliśmy do zrozumienia, że polityka jest nieistotna.

Socjaldemokracja jako ideologia

Wspomniałem, że dzisiejsze Społeczeństwa Polityczne zajmują przestrzeń w formie państw narodowych i że ich procedurą operacyjną jest demokracja. Trzecim konstytuującym je elementem jest ich wspólna ideologia, którą jest socjaldemokracja. Niewątpliwie nie wszystkie partie polityczne głównego nurtu uważają się za socjaldemokratów. Co z amerykańskimi republikanami, torysami w Anglii czy CDU w Niemczech? Prawda jest taka, że jakiekolwiek różnice między tymi organizacjami są bardziej różnicami formy niż treści. Fidel Castro, Breżniew, Mao Tse Tung czy Kadar również chełpili się różnicami między sobą; to samo jest z Iranem i Saudyjczykami. Gdy jednak zedrze się opakowanie, produkt jest ten sam. Nie wyciągając wniosku Fukuyamy o końcu historii możemy, jak myślę, zgodzić się z nim, że quasi-uniwersalnym programem politycznym na tej planecie jest socjaldemokracja. Dodałbym nawet, że im bardziej jakieś państwo twierdzi, że jest demokratyczne, tym bardziej oznacza to, że stało się państwem jednopartyjnym. Sama socjaldemokracja jest zakorzeniona w dwu ideologiach, socjalizmie i nacjonalizmie, i stoję na stanowisku, że Rewolucja Informacyjna czyni je obie przestarzałymi.

Legalizacja kradzieży

System demokratycznych wyborów prowadzi do przymusowej redystrybucji bogactwa, która jest socjalizmem. Redystrybucja bogactwa jest rdzeniem tego systemu, żaden kandydat nie zostanie wybrany, o ile nie obieca wyborcom, że zabierze „bogatym” i da „biednym”. Redystrybucja stała się nawet procesem legitymizującym demokratyczne rządy. Większość ludzi odczuwa skłonność do kradzieży tego, czego nie zarobiła. Społeczeństwo oczywiście nie może pozwalać na „nieuregulowaną” kradzież. Jeśli tak by było, to nie byłoby żadnego oszczędzania, żadnych inwestycji, producenci natychmiast konsumowaliby swoje produkty i wkrótce takie społeczeństwo złodziei i ofiar zostałoby wchłonięte przez inne grupy, skuteczniejsze, bo dające inwestycjom pewien rodzaj ochrony. Jednak ponieważ skłonność do kradzieży wciąż istnieje, to kradzież nigdzie nie jest zabroniona, jest tylko „uregulowana”. Regułą jest tu, że tylko rządy mogą legalnie kraść i wolno im w tym celu używać zbrojnej przemocy. Sposobem na legalizację rabunku stała się zatem polityka. Urokiem demokracji jest to, że rozciąga ona na każdego z nas możliwość rabowania sąsiadów. Dawniej zalegalizowany rabunek był przywilejem nielicznych, demokracja pozwala wierzyć każdemu, że może on mieć udziały w łupach, ba, że może on to zorganizować. Celem każdego rządu zawsze był rabunek, ale ukrywano go pod bogatym ornamentem. Mówiono nam, że rządy mają misję, że rządzą dla większej chwały Boga, dla zwiększenia potęgi narodu, dla zabezpieczenia go przed inwazją, dla niesienia dzikim dobrodziejstw cywilizacji… Dziś nie działa nic z takiej propagandy. Dla wszystkich jest zbyt oczywiste, że jedyną funkcją rządów jest zapewnianie przymusowego rozdziału bogactwa mniejszości pomiędzy większość wyborców. W wielu krajach, a w sposób oczywisty we Francji, całe gadanie o „la fracture sociale” jest dowodem, że politycy mogą wyobrazić sobie tylko jedną więź utrzymującą społeczeństwo razem, mianowicie jednokierunkową zależność między pasożytem a jego żywicielem, między rabusiem a jego ofiarami. Poważnie nadużywając języka, socjaldemokraci ośmielają się nazywać ten zalegalizowany rabunek „solidarnością” i „sprawiedliwością społeczną”. Za chwilę spróbuję pokazać, że Rewolucja Informacyjna czyni zalegalizowany rabunek ciut trudniejszym, stąd jest to jedna z przyczyn, dla których demokracja w szczególności, a polityka w ogólności, staje się niezdolna dłużej do funkcjonowania.

Bliźniacze potomstwo demokracji

Drugą ideologią, na której poza socjalizmem opiera się demokracja, jest nacjonalizm. Jeśli głosowanie może decydować o redystrybucji bogactwa i o wielu innych sprawach, takich jak kultura, edukacja, wymiar sprawiedliwości, policja, wojsko, mieszkania i planowanie przestrzenne w miastach, to staje się rzeczą istotną wiedzieć, kto ma tę władzę głosowania i kto jest upoważniony do korzyści dawanych przez państwo. Przeciętny europejski wyborca sprzeciwia się imigrantom z ich dziesięciorgiem dzieci zgarniającym zasiłki rodzinne; Baskowie nie chcą, by Hiszpanie ustalali, że cała edukacja ma być prowadzona po hiszpańsku; nikt nie chce, by muzułmanie uczynili prawo szariatu częścią praw danego kraju. Ale jeśli nie chcę, by się to zdarzyło, to trzeba odmówić prawa głosu tym innym, inaczej moi ludzie nie będą mieli innego wyboru niż oderwać się i stworzyć nowe państwo. Popatrzmy, jak Izrael, mieniący się jedynym demokratycznym państwem na Bliskim Wschodzie, nigdy nie zaanektował Terytoriów Okupowanych i nie stworzył Wielkiego Izraela - bo po przyznaniu izraelskiego obywatelstwa wszystkim Palestyńczykom większość ludności tego kraju stałaby się arabska i muzułmańska. Zauważmy, jak zaraz po tym, gdy we Wschodniej Europie ustanowiono demokrację, wybuchły tam etniczne konflikty. Nikt nie chciał, by konkurencyjna grupa etniczna zdobyła kontrolę nad państwem, zwłaszcza jeśli był on skażony dziesięcioleciami socjalizmu, który kontrolował tak wiele w życiu jednostki. Zobaczmy, jak Włosi z północy otwarcie mówią o oderwaniu się. Nie mówiąc już o Belgii… Pamiętam, jak jakiś czas temu siedziałem w samolocie obok pasażera, który przedstawił się jako francuski urzędnik podatkowy. Uważałem, by nie zdradzać mu żadnych szczegółów na temat swojej osoby, ale nie mogłem ukryć swojego francuskiego akcentu. W trakcie rozmowy spytałem go, czy może podać mi jakiś powód, dla którego ludzie mają płacić podatki, poza tym, że nikt nie lubi iść do więzienia. „Co z pomaganiem biednym?” - spytał. Zgodziłem się z nim, że są racje przemawiające za pomaganiem biednym, ale dodałem: „Zacznijmy od tych, którzy są w największej potrzebie. Jestem gotów posłać swoje podatki na Haiti”. Przyjaciel biednych był zaszokowany. „Jeśli jest pan Francuzem” - uderzył w poręcz - „to pana podatki muszą iść dla Francuzów!”. Nacjonalizm i socjalizm są bliźniaczym potomstwem demokracji. Występują one razem; gdzie widać jeden, niedaleko będzie i drugi. Dobrą nowiną jest to, że oba bankrutują.

Powrót koczowników

Czym spowodowane jest to bankructwo? Rewolucja Informacyjna niszczy trzy filary, na których opierają się nasze Polityczne Społeczeństwa. Przestrzenny wymiar państwa narodowego zastępowany jest przez wirtualne społeczności w cyberprzestrzeni. Operacyjnej procedurze państwa narodowego, opartej na „demokratycznym rabunku” i przymusie, Rewolucja Informacyjna przeciwstawia handel poza jego zasięgiem, szyfry i cyfrową gotówkę. Na bliźniacze ideologie nacjonalizmu i socjalizmu, prowadzące do zamkniętych społeczeństw socjaldemokratycznych, odpowiada ona fizycznym okablowaniem zbiorowej świadomości ludzkiej.

Społeczeństwo przechodzące od rolnictwa do handlu, od działalności bazującej na ziemi do działalności bazującej na handlu, oznacza zawsze złe wieści dla rządów. Belgijski historyk Jacques-Henri Pirenne, który w latach pięćdziesiątych napisał monumentalną pracę „Great Trends in History”, argumentował - jak sądzę przekonująco - że im bardziej rolnicze i osiadłe jest jakieś społeczeństwo, tym bardziej autorytarna jest jego tradycja polityczna. Kultura wolności była silniejsza w morskich, handlowych narodach Holandii, Anglii i Wenecji, gdzie ludzie mogli przemieszczać swój majątek i interesy poza zasięg swych rządów, niż w kontynentalnych krajach w rodzaju Rosji, Niemiec czy Hiszpanii. W tych ostatnich krajach większość bogactwa była wytwarzana przez władającą ziemią szlachtę i poddanych jej chłopów; później bogactwo to przybrało formę kopalń i fabryk, ale obojętnie, czy były to pola uprawne, czy kopalnie, te nieruchome dobra mogły być łatwo kontrolowane przez policję i poborców podatków. I oczywiście wcześniej wymienione społeczeństwa nie tylko były bardziej niezależne od państwa, ale i kultywowały wartości takie, jak przedsiębiorczość, samoodpowiedzialność i otwartość na alternatywne style życia. Ta różnica pomiędzy społeczeństwami morskimi i kontynentalnymi przebiega nawet wewnątrz państw narodowych. Porównajmy dzisiejszy Nowy Jork czy San Francisco z amerykańskim Środkowym Zachodem, Szanghaj z Pekinem; zauważmy, jak Francja, która jest równie morska, co kontynentalna, waha się pomiędzy tymi obiema tradycjami. Ale globalizacja, która jest produktem Rewolucji Informacyjnej, oznacza, że ta opozycja pomiędzy liberalnymi społeczeństwami handlowymi i autorytarnymi społeczeństwami rolniczymi nie jest już dłużej narzucana nam przez geografię. Jeśli chcemy, możemy żyć w wirtualnym równoważniku kosmopolitycznych, wolnomyślnych portów Londynu czy San Francisco. Wszyscy możemy korzystać ze wszystkich produktów i idei tworzonych gdziekolwiek na świecie. Możemy pójść nawet dalej i wyłamać się całkowicie z naszych osiadłych, autorytarnych społeczeństw, przyjmując życie koczowników.

Dlaczego Rewolucja Informacyjna jest rewolucją nowego typu?

W Biblii jest jasny przykład różnicy pomiędzy społeczeństwami osiadłymi a koczowniczymi. Abraham i Lot wiedli spór o to, kto ma być przywódcą plemienia. Jeśli uciekliby się do głosowania, mniejszość musiałaby poddać się władzy niechcianego przywódcy. Będąc jednak koczownikami, mieli oni bardziej sensowny wybór. Abraham zebrał tych, którzy chcieli iść za nim, Lot zrobił to samo, każdy z klanów wziął swój dobytek i poszedł swoją drogą. Oczywiście w społeczeństwie osiadłym nie można pociąć kraju na rodzinne działki z tysiącami małych enklaw. Trzeba więc podporządkować się przywódcy, obojętnie, czy jest on tym, kogo się wybrało, czy też nie.

Rewolucja Informacyjna pozwala ci na korzystanie z dobrodziejstw koczownictwa bez konieczności opuszczania komfortu twego pokoju. Możesz zrobić to, co zrobił Abraham, możesz wystąpić, ale jeśli nie chcesz, nie musisz się przy tym sam przemieścić - faktycznie potrzebujesz przemieścić jedynie swój dobytek.

Chciałbym podkreślić tu inną różnicę, to znaczy różnicę między projektem wolnościowym a wszelkimi politycznymi rewolucjami. Wolnościowcy nie pragną zmieniać społeczeństwa innym, jeśli ci inni wolą status quo. Możemy uważać to za przykre, ale fakty są takie, że wielu ludzi nie jest zainteresowanych wolnością, mają oni inne wartości. Nie widzę tu żadnego problemu. Mówię tym ludziom: jeśli lubicie wasz rząd, zostawcie go sobie. Jeśli lubicie, gdy ktoś mówi wam, co macie robić, jeśli lubicie być opodatkowywanymi, cenzurowanymi, zaciąganymi do wojska - możecie to mieć, ale, proszę, pozwólcie mi od tego odejść. Wiek Informacji daje nam wszystkim okazję do zrobienia tego, co zrobili Abraham i Lot; możemy wybrać życie poza rządem. Oto dlaczego: zaczyna się to od rozdziału państwa od terytorium.

Rozdział państwa od terytorium

To nie ziemia uprawna, kopalnie, szyby naftowe, cegielnie będą tworzyć bogactwo w nadchodzącym stuleciu, ale informacja - we wszystkich tych różnorodnych manifestacjach, które może stworzyć ludzka pomysłowość. A informację, z samej natury, trudno skrępować. Wkrótce śledzenie i manipulowanie strumieniami danych, które staną się istotą bogactwa, będzie niemożliwe. O ile poborcy podatkowi mieli władzę skonfiskowania fabryki czy czeku, to nie mogą oni aresztować idei. Nie możesz zabrać gdzieś w nocy swej farmy, ale ideę? Idea może przebyć świat w milisekundy.

I to Społeczeństwo Wiedzy już tu jest. Jestem gotów się założyć, że dziewięć osób na dziesięć w tym pokoju jest pracownikami umysłowymi. Wszystko, co produkujemy i przetwarzamy, to informacja, obojętnie, czy jesteśmy prawnikami, programistami, konsultantami tego czy innego typu, duchownymi, bankierami… To, co robimy, możemy robić wszędzie.

Następujące rodzaje biznesu ze swej istoty są „koczownicze”:

  • wszelkie spółki robiące interesy przekraczające granice - obecnie odnosi się to do większości spółek;
  • wszelki obrót papierami wartościowymi, akcjami, obligacjami, inwestycje w fundusze powiernicze, emerytalne, ubezpieczenia na życie;
  • wszelki biznes związany z mediami, prasą, telewizją, wydawnictwami;
  • wszelki biznes związany z informacją i bazami danych;
  • oprogramowanie;
  • hazard.

Zdolność do unikania podatków bierze się z rozwoju nowych technik szyfrowania i podpisu cyfrowego. Po raz pierwszy w historii dwie strony, przebywające gdziekolwiek na tej planecie, mogą zawrzeć transakcję, która jest zarówno tajna, jak i sprawdzalna. Korespondencja handlowa, umowy, nawet sam przedmiot transakcji, sam cyfrowy produkt, będą zaszyfrowane. Tak, że władze nie tylko nie mogą uniemożliwić tego biznesu, ale nie wiedzą nawet o jego istnieniu. Rachunki mogą być płacone nowym środkiem wymiany, cyfrową gotówką, technologią pozwalającą na wiarogodny i sprawdzalny transfer funduszy bez zostawiania papierowego śladu. Obecnie testowanych jest wiele projektów cyfrowej gotówki, w tym jeden przez pewnego holenderskiego przedsiębiorcę. Cyfrowa gotówka może być gdziekolwiek wymieniona na złoto lub dowolną walutę, można też wydać ją w sieci na kupno innych dóbr i usług.

Rozumiem, że Visa, ludzie od kart kredytowych, również rozważają pomysł emitowania swej własnej waluty, bo każdy rząd drukujący pieniądze jest dla nich konkurencją. Ludzie chętnie zaakceptują „pieniądze Visy”, bo Visa akceptowana jest we właściwie wszystkich sklepach, hotelach i firmach na całym świecie.

Sądzę, że w tym pokoju jest kilka osób, którzy mogą pomóc uchronić wasze zarobki przed podatkową konfiskatą, ale boję się, że nawet ten szlachetny zawód jest w niebezpieczeństwie, jako że wkrótce oszukanie urzędu skarbowego będzie takie łatwe, że nie trzeba będzie do tego żadnego doradztwa.

Znacie wszyscy słynną definicję Maxa Webera: „rząd jest agendą, która stosuje monopol na uprawnioną przemoc na danym terytorium”. Rozdział państwa od terytorium oznacza po prostu, że odkryto rozległe tereny, na których żaden rząd nie może stosować żadnej przemocy. Jak na początek, nie jest to czymś złym, ale, by przytłumić entuzjazm, przypomnij sobie, że wciąż gdzieś fizycznie żyjemy, że wciąż jest miejsce, gdzie może cię złapać policja podatkowa. Ale o co mogą cię oskarżyć? Jeśli jesteś osobą samozatrudnioną, lub jeśli pracujesz w małej i mądrej firmie wiedzącej, jak troszczyć się o swoich pracowników, to dostajesz pieniądze na lewo, a poborca podatków zna tylko ten dochód, który zadeklarujesz, by usprawiedliwić twój widoczny standard życia. Podatki nie są już dłużej nakładane na tworzenie bogactwa, ale na konsumpcję, na to, co kupujesz w sklepie - jak VAT - lub za usługi, z których korzystasz lokalnie, jak podatek od majątku czy podatek drogowy. Wszelki dochód nie wydany w kraju twojego pobytu pozostaje wolny od podatków. Wielu z nas przyswoiło już sobie ten styl życia. Tak, że można dobrze zrozumieć, dlaczego biurokratom przychodzi ochota na egzorcyzmy, gdy tylko słyszą „Rewolucja Informacyjna”. (I być może słusznie: jeśli wierzy się w gnozę, to inicjały World Wide Web - „WWW” - przekładają się na 666, liczbę diabła).

Rozdział państwa od handlu

Rządy powinny spodziewać się kolejnych złych wieści. Co z rozdziałem państwa od handlu? Gdy głównym źródłem bogactwa była ziemia, istniała naturalna zmowa między rządami państw narodowych i ludźmi biznesu. Ich interesy były zbieżne. Potężne spółki czyniły swoje rządy potężnymi. Bogate spółki czyniły swoje kraje bogatymi. Przypomnijmy sobie spółki, które dumnie podkreślały swoje narodowe pochodzenie: US Steel, American Telephone & Telegraph, British Petroleum, Compagnie Francaise des Pétroles itd. Dziś są one szczęśliwe będąc znanymi pod neutralnymi skrótami, „denacjonalizującymi” ich nazwy. Bardzo mało firm chce być bardziej „narodowymi”. Społeczeństwo Wiedzy nie ma żadnych zobowiązań wobec żadnego społeczeństwa politycznego. Nawet w Japonii prezes Sony ośmielił się ostatnio powiedzieć, że Sony nie jest spółką japońską, ale „globalną”.

Jedyne związki, jakie pozostały między politykami i biznesmenami, to podatki i korupcja. Podatki, bo póki co nie można ich całkowicie uniknąć; korupcja, bo gdy rząd wyrzuca pieniądze przez okno, to chce się kupić dobre miejsce pod tym oknem. Ale w miarę jak coraz więcej jednostek i spółek unika podatków, zmniejsza się strumień pieniędzy wyrzucanych rządowym oknem. Wielkie Spółki, zawdzięczające swoje dinozaurowe rozmiary głównie poparciu politycznemu, tracą swe znaczenie. Małe staje się rzeczywiście skuteczniejsze i, jak podkreślałem wcześniej, daje większe szanse uniknięcia długich rąk rządowych funkcjonariuszy.

Rozdział państwa od polityki

Uważam wreszcie, że ujrzymy rozdział państwa od polityki. W XVII i XVIII wieku społeczeństwa Zachodu skutecznie walczyły o rozdział kościoła od państwa. Ten rozdział nie jest jeszcze całkowity, wciąż niedziele, Wielkanoc, Boże Narodzenie itd. są legalnymi świętami (Świętymi Dniami), mamy monogamię i różne rodzaje praw nie będących niczym innym poza moralnymi nakazami; został jednak zrobiony duży postęp w stronę umieszczenia spraw religijnych w sferze prywatnej - tam, gdzie jest ich miejsce. Ponieważ religia jest czystą wiarą, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla narzucania swej wiary tym, którzy jej nie podzielają. Ale polityka też jest wiarą, nie da się wykazać, że socjaldemokraci rządzą lepiej od chrześcijańskich demokratów czy odwrotnie. Kolejnym logicznym krokiem jest zatem rozdział państwa od polityki i uczynienie polityki, tak jak religii, sprawą prywatną. Jeśli moja społeczność, do której przystąpiłem całkowicie dobrowolnie, powie mi, że oglądanie nagich kobiecych pośladków na ekranie mojego komputera jest złe, lub że powinienem nosić jarmułkę, lub że powinienem oddawać trzydzieści procent moich dochodów Partii, to mam swobodę podporządkować się temu lub opuścić tę społeczność. Dlaczego inni, którzy nie wybierali przynależności do tej społeczności, mają być dotknięci jej decyzjami?

Dwadzieścia lat temu przestałem brać udział we wszelkich demokratycznych wyborach nie dlatego, że są one bezużyteczne (wówczas nie uświadamiałem sobie, że tak jest), ale całkiem na odwrót - zostałem absencjonistą, bo uważałem, że jeśli moja partia wygra i jej program stanie się prawem, to zostanie on narzucony tym, którzy głosowali przeciwko, a tego nie chciałem. Chciałem tego programu dla siebie, a nie narzucać go innym, którzy uważają inaczej. I oczywiście, na odwrót, oczekiwałem, że inni będą żyć według swoich politycznych poglądów, ale nie będą mi ich narzucać.

Jeśli oddzielimy państwo od terytorium, od handlu i od polityki, to dla takiego państwa, jakie dziś znamy, zostanie bardzo mało, tak, że być może będziemy mogli je opuścić, aby umarło całkowicie.

Wolność, pokój i obfitość

Materialne warunki swobodniejszego życia powoli się pojawiają nie dlatego, że wolnościowcy głoszą wolność - chociaż mam nadzieję, że to robimy - i nie dlatego, że politycy zostają zwolennikami filozofii Ayn Rand czy Rothbarda, ale po prostu dlatego, że procedury Społeczeństwa Politycznego nie stosują się już dłużej do Wieku Informacji. Nowe społeczeństwa Rewolucji Informacyjnej, nieterytorialne społeczności wirtualne tworzące teraz Społeczeństwa Wiedzy, rozwijają się niezależnie od państw i nie są częścią opartych na władzy Politycznych Społeczeństw Wieku Maszyn. Ludzie nie wiedzą jeszcze, co zastąpi Społeczeństwa Polityczne i martwi ich to. Co my, wolnościowcy, możemy zrobić, to zaszczepić libertarianizm w Wieku Informacji; możemy wyjaśnić, co się dzieje, bo już pojęliśmy to intelektualnie. Możemy wyjaśnić, że wyłaniające się Społeczeństwo Wiedzy przyniesie wolność, pokój i obfitość. A jeśli ludzie nam nie wierzą, pozwólmy im iść ich własną drogą. Nie bądź częścią. Wyrzuć rząd ze swego życia. Jesteśmy koczownikami, utwórzmy więc własne plemię i odłączmy się.


Powyższy tekst został przedstawiony na konferencji w Amsterdamie w lutym 1997 r. E-mail do autora: [email protected]

 
Wszystkie treści w tym wiki, którym nie przyporządkowano licencji, podlegają licencji: CC0 1.0 Universal